Przyjaźń to duże słowo

– Społeczników jest coraz mniej. Idee, które kiedyś były wielu bardzo bliskie, praca społeczna, praca na rzecz miasta, idą na dalszy plan – mówi Marian Gawinecki, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ciechocinka.

Krzysztof Lepczyński: Jak się układa przyjaźń z Ciechocinkiem?
Marian Gawinecki: – Przyjaźń to duże słowo.

Ale nieprzypadkowe.
– Tak, widnieje w nazwie naszego towarzystwa. W związku z tym podchodzimy przyjaźnie do wszystkich inicjatyw i ważnych spraw dziejących się w Ciechocinku. Staramy się przyciągnąć do siebie ludzi przyjaźnie nastawionych nie tylko do miasta, ale i naszej działalności. Więc to nasze słowo klucz, które jednak nie powinno być nadużywane.

Kiedy słyszymy słowo „przyjaźń”, wiemy o co chodzi. Chcemy coś zrobić dla tego miasta. Chcemy docenić ludzi, którzy coś robią. Społeczników, których jest coraz mniej. Żyjemy niestety w czasach, które są pogonią, czasem nie wiadomo za czym. A idee, które kiedyś były wielu bardzo bliskie, praca społeczna, praca na rzecz miasta, idą na dalszy plan. Z tym większą atencją trzeba więc mówić o tych, którzy aktywnie działają w TPC i składam im wielkie podziękowania za to, że poświęcają swój czas i środki na działanie.

Robicie bardzo dużo. Od konferencji naukowych, przez imprezy sportowe, aż po upamiętnianie historii.
– Wszystko zgodnie ze statutem i w miarę naszych skromnych środków finansowych. Wiadomo, moglibyśmy zrobić więcej, ale nie chcemy zastępować powołanych ku temu instytucji, bo to mijałoby się z celem. Ale cztery filary naszej działalności: promocja uzdrowiska, kultura, sport i rekreacja oraz upamiętnianie faktów historycznych, są nam bardzo bliskie.

Którą z tych inicjatyw uznałby pan za największy sukces?
– Na pierwszym miejscu chciałbym wyróżnić naszą działalność naukowo-wydawniczą. Przy zaangażowaniu i pomocy prof. Szymona Kubiaka udało się wydać już cztery zeszyty naukowo-historyczne, które są pokłosiem organizowanych przez nas konferencji. To wielka rzecz, wielki wkład Towarzystwa w promocję uzdrowiska i lecznictwa uzdrowiskowego.

Druga rzecz to Galeria Pod Dachem Nieba. Przez ponad 10 lat prowadziła ją Elżbieta Pietrzykowska, teraz jest ona na moich barkach. Zorganizowaliśmy ponad 80 wystaw, kilkanaście spotkań z kulturami świata, prezentowaliśmy rzeźbiarzy, malarzy, grafików. W tym roku zorganizowaliśmy cztery duże wystawy. To olbrzymia promocja kultury.

Dalej sport i rekreacja. Dzięki zaangażowaniu wielu osób, a szczególnie Janusza Wyrąbkiewicza, udało nam się z Urzędem Miejskim i Przedsiębiorstwem Uzdrowisko Ciechocinek współorganizować półmaraton i comiesięczne biegi wokół tężni i nordic walking. To też forma zachęcania do aktywności fizycznej mieszkańców i kuracjuszy.

Krzewimy też regionalizm. Podczas Święta Soli staramy się zapraszać twórców ludowych z regionu, województwa. Warzelnia soli jest otwarta, można poznać cały ciąg technologiczny, a przy tym fajnie się bawić. Ta impreza świetnie się udaje, a w przyszłym roku szykujemy się na jubileuszową, dziesiątą edycję.

Dużym sukcesem było też doprowadzenie do finału tablicy upamiętniającej mieszkańców Ciechocinka zamordowanych w Katyniu i innych miejscach kaźni. To też zostało zrealizowane z naszej inicjatywy i naszym sumptem. Po podniosłej uroczystości tablica zawisła w kościele parafialnym.

Jest pan zadowolony z obchodów 110 lecia?
– Tak, udało nam się zrealizować to, co zamierzaliśmy. Na konferencji naukowej pojawiło się ponad 180 osób, wygłoszono 32 referaty i wszystkie opublikowaliśmy w naszych zeszytach. Wiele przygotowań pochłonęła też akademia, gdzie doceniliśmy laurami, statuetkami i medalami nie tylko lekarzy, ale i pielęgniarki oraz fizjoterapeutów, którzy są solą ciechocińskiej rehabilitacji.

Jakie plany na najbliższy czas?
– Na przyszły rok nie są jeszcze zbytnio skonkretyzowane. Mamy oczywiście ramowe założenia, chcielibyśmy przygotować jubileuszowe Święto Soli w godny rocznicy sposób, przy pomocy Urzędu Miejskiego i PUC S.A.

Mamy w planie tablicę upamiętniającą działalność dr. Wacława Iwanowskiego, związanego przez wiele lat z Ciechocinkiem lekarza Józefa Piłsudskiego. To on był twórcą szpitala kolejowego. Poczyniliśmy już pewne kroki w tym kierunku, jest wstępna zgoda na taką tablicę w sanatorium kolejowym. Wciąż będziemy też organizować wernisaże w Galerii Pod Dachem Nieba, zapraszając mieszkańców i kuracjuszy.

Jaki jest Ciechocinek waszych marzeń?
– To trudne pytanie, bo w swoim gronie mamy ludzi, którzy od wielu wielu lat są związani z Ciechocinkiem. To jest trzon działaczy wywodzących się z rodowitych mieszkańców, którzy mają Ciechocinek we krwi i mają skalę porównawczą, jak było kiedyś, jak jest teraz i co jeszcze można zrobić.

Ale mamy też w swoim gronie ludzi, którzy zamieszkali w Ciechocinku z miłości do tego miasta i też chcą coś zrobić. Oni mają inne spojrzenie. Zderzenie tych dwóch perspektyw, naszej, starych mieszkańców, z tymi nowymi, daje pozytywne rezultaty. Dowodem jest coraz większa liczba chętnych do wstąpienia do naszej organizacji.

To co z tymi marzeniami?
– Wiele jest do zrobienia. Wiadomo, że my nie mamy siły sprawczej, jesteśmy organizacją pożytku publicznego, możemy pewne rzeczy opiniować, delikatnie sugerować, ale wielkiego wpływu niestety nie mamy, dlatego ograniczamy się do tej działalności, o której wspomniałem. Na sercu leży nam wygląd, pozycja naszego miasta, basen solankowy, który być może będzie zrealizowany. Coraz więcej zmienia się na korzyść, Ciechocinek jest atrakcyjny, kuracjusze chwalą te zmiany, ale jak to w życiu bywa, wiele jest jeszcze do zrobienia.

Trzeba więc życzyć kolejnych lat przyjaźni.
– Brakuje nam w życiu codziennym wzajemnego zrozumienia, przyjaznego podejścia do siebie, a jeśli ono będzie, to łatwiej będzie się żyło i działało dla dobra naszego miasta.