Smog urojony, czyli czym oddychamy pod tężniami?

Fala styczniowych mrozów i kilka dni bezwietrznej pogody sprawiły, że przypomniano sobie o problemie zanieczyszczonego powietrza. Media w całym kraju obiegły alarmujące doniesienia o smogu unoszącym się nad Śląskiem, Krakowem czy Warszawą. Wiadomo jednak, że źle jest właściwie w całej Polsce, która ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. Echa całej sprawy dotarły także do Ciechocinka.

Do Adama Brzuszkiewicza, prezesa Kolejowego Szpitala Uzdrowiskowego, od kilku tygodni przychodzą oburzeni kuracjusze. – Skarżą się, że w mieście jest smog. Chcieli zwrotu opłaty klimatycznej, a przecież nie mogę jej oddać, bo formalnie pobiera ją miasto – mówi w rozmowie ze „Zdrojem”. Jednocześnie przyznaje, że jeszcze w zeszłym roku podobnych skarg nie było.

Czy kuracjusze mają rację, mówiąc że nad Ciechocinkiem wisi smog? Wyjaśnijmy kilka kluczowych kwestii.

O czym mówimy

Sam smog to zjawisko powstające na skutek połączenia kilku niekorzystnych zjawisk: zanieczyszczenia powietrza, znacznego zamglenia i bezwietrznej pogody. Sam termin „smog” powstał z połączenia angielskich słów smoke (dym) i fog (mgła). Na mgłę większego wpływu nie mamy, na zanieczyszczenia – owszem.

W Ciechocinku między tężniami znajduje się stacja pomiarowa Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Możemy powiedzieć, że jesteśmy szczęściarzami, bo wiele innych uzdrowisk takimi przyrządami nie dysponuje. Niedawno NIK skontrolował 11 uzdrowisk (nie było wśród nich Ciechocinka) i konkluzje były dla nich miażdżące: stwierdzono, że oceny jakości powietrza nie odzwierciedlały rzeczywistego poziomu zanieczyszczeń. Nie trzeba stacji, by stwierdzić, że w miejscowościach (także uzdrowiskach) na Śląsku czy w Małopolsce sytuacja jest dramatyczna. W ubiegłym roku głośno było o groźbie odebrania statusu uzdrowiska Rabce-Zdrój.

Ciechocińska stacja automatycznie mierzy stężenia w powietrzu benzenu, ozonu i dwutlenku azotu. Tu daleko nam do przekroczenia norm (100 µg/m3 dla ozonu i 200 µg/m3 dla dwutlenku azotu). Nawet jednak w miastach, gdzie smog jest ogromnym problemem, stężenia tych substancji utrzymują się niekiedy w normie. Media i specjaliści przestrzegają przede wszystkim przed pyłami.

Pyły w normie

Pyły zawieszone to unosząca się w powietrzu mieszanina różnych substancji, w tym toksycznych benzo(a)pirenu, metali ciężkich czy dioksyn. Pył PM10 (o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów; dla porównania przeciętny włos ma średnicę 60 μm) jest szkodliwy dla oczu, gardła i płuc, do których przenika, jednak organizm jest w stanie go wydalić. W płucach akumuluje się natomiast pył PM2,5, o średnicy mniejszej niż 2,5 μm.

W Ciechocinku znamy stężenia pyłu PM10, jednak nie na bieżąco, bowiem odczyty dokonywane są ręcznie. Ze stacji pomiarowej trzeba wyjąć kasety z próbkami i przekazać do laboratorium, ich analiza trwa kilka tygodni.

Według wstępnych danych bydgoskiej Inspekcji Ochrony Środowiska (które nie uwzględniają drugiej połowy grudnia) odczyty z Ciechocinka mieszczą się w określonej normie 35 przekroczeń poziomu pyłu w roku.

Najwyższe stężenie dobowe pyłu PM10 w Ciechocinku wyniosło w 2016 roku 96,9 μg/m3, podczas gdy dziś w Warszawie czy Krakowie mówimy o poziomach rzędu 300-400 μg/m3. Średnioroczne stężenie pyłu PM10 w Ciechocinku według obliczeń „Zdroju” wynosi 40,7 μg/m3 (przy dopuszczalnym poziomie 40 μg/m3; w Krakowie to 63,9 μg/m3).

Nie patrzmy na innych

Gdybym stwierdził, że jest idealnie, byłoby to nadużycie – komentuje stan powietrza w mieście burmistrz Leszek Dzierżewicz. I choć pod tężniami żadne służby alarmu smogowego ogłaszać nie będą, warto pamiętać, że polskie normy są o wiele łagodniejsze niż te przyjęte przez wiele państw europejskich. – Choć na tle uzdrowisk i większości polskich miast wypadamy naprawdę dobrze, jako uzdrowisko mamy obowiązek dbać o powietrze, żeby było możliwie najczystsze – dodaje burmistrz w rozmowie ze „Zdrojem”.

O problemie z zanieczyszczeniami powietrza już w czerwcu w wywiadzie dla „Zdroju” mówiła radna Anna Michalska. – Wystarczy otworzyć okno i wszystko czuć – wzdycha. Przyznaje jednak, że Rada Miejska sprawą nie zajmowała się zbyt intensywnie, czekając na uchwalenie Planu Gospodarki Niskoemisyjnej (PGN). Udało się to zrobić na ostatniej grudniowej sesji.

Plan (rozpisany do roku 2020) przewiduje m.in. ograniczenie zużycia energii w całym mieście o prawie 20 proc., redukcję emisji dwutlenku węgla o 9 proc. (wszystko w porównaniu do 2014 roku) i większe wykorzystanie odnawialnych źródeł energii (OZE). Są też propozycje konkretnych działań, jak choćby termomodernizacja budynków, kampanie informacyjne, inwestycje w OZE, ograniczenie ruchu pojazdów silnikowych czy program wymiany kotłów węglowych. Wszystko to to jednak plany, a sam PGN jest ramowym dokumentem, otwierającym drogę do korzystania ze środków unijnych czy z budżetu centralnego.

A co można zacząć robić już teraz? Z rozmów przeprowadzonych przez „Zdrój” wyłaniają się trzy kluczowe kwestie.

Po pierwsze, niska emisja

A konkretnie sposób ogrzewania domów jednorodzinnych w Ciechocinku, bo to one w znacznej mierze odpowiadają za zanieczyszczenia. Według PGN węgiel to 39 proc. paliw wykorzystywanych w mieście, choć aż 86 proc. budynków użyteczności publicznej (w tym np. sanatoriów) opalanych jest gazem.

Burmistrz podkreśla, że praktycznie całe miasto jest zgazyfikowane, operator nie stwarza też przeszkód przy podłączaniu się do sieci. Co roku na gaz ma przestawiać się 20-30 domów wcześniej ogrzewanych innymi, mniej ekologicznymi paliwami.

– Problem ma jednak podłoże ekonomiczne – przyznaje Leszek Dzierżewicz. – Gaz nie jest paliwem tanim. Osoby niezbyt zamożne mając do wyboru wygodę, za którą trzeba płacić, albo węgiel, wybiorą węgiel – rozkłada ręce.

Piece węglowe w domach są też problemem wizerunkowym. W Ciechocinku nie ma ścisłej strefy uzdrowiskowej, między sanatoriami znajduje się wiele budynków mieszkalnych, z których niekiedy bucha dym. A kuracjusze widząc to, są przerażeni.

W ratuszu słyszymy, że gminy w tym momencie nie stać na uruchomienie własnego programu dopłat do pieców. Rząd zapowiada taką akcję jesienią. – Wówczas będziemy składać stosowne wnioski – zapowiada Marian Ogrodowski, zastępca burmistrza. Pytanie jednak, czy takie programy pomogą, skoro zazwyczaj wymiany wymaga cała instalacja grzewcza, a niekiedy potrzebne jest także docieplenie budynku.

Po drugie, edukacja

Dlatego już dziś pomóc może edukacja. Radna Anna Michalska zwraca uwagę, że dobrym początkiem byłoby nauczenie ciechocinian, jak właściwie palić w piecach, które mają dziś. Wystarczy bowiem podpalać w nich „od góry”, dbać o równe spalanie węgla, a dymu i szkodliwych substancji w powietrzu z miejsca będzie mniej. Więcej za to pozostanie pieniędzy w portfelu, bo przy tradycyjnych sposobach palenia przez komin wylatuje nawet trzecia część opału. W internecie można znaleźć porady dotyczące bardziej ekologicznego i ekonomicznego palenia w zwykłych piecach.

Na edukację stawia też powołany jeszcze w ubiegłym roku przez burmistrza zespół roboczy, złożony z przedstawicieli sanatoriów będących członkami Komisji Zdrojowej, na którego czele stanął wiceburmistrz Ogrodowski. Jak mówi, zespół chce wypracować kodeks dobrych praktyk i rekomendacje do dalszego działania. Pierwsze są już gotowe: to pomysł przygotowania ulotek informacyjnych, zorganizowania spotkania z mieszkańcami a także postawienia tablicy elektronicznej na bieżąco informującej o stanie powietrza w mieście.

Po trzecie, samochody

Jednak piece to nie wszystko. Według PGN transport odpowiada za ponad 20 proc. emitowanego w mieście dwutlenku węgla. Dlatego władze Ciechocinka zabiegają o wyprowadzenie z centrum autobusów. Na terenie parkingu przy ul. Kolejowej (naprzeciwko Dworca Kolejowego) ma powstać nowy dworzec autobusowy, do którego dojazd zapewni obwodnica. W tegorocznym budżecie uwzględniono już fundusze na stosowną dokumentację.

Trwają też prace nad ograniczeniem ruchu kołowego w okolicy Grzybka. Będzie to jednak wymagało poszerzenia jezdni na ul. Kopernika przy liceum, by nie spowodować paraliżu komunikacyjnego. Burmistrz nie wyklucza dalszych kroków, w rozmowie ze „Zdrojem” podkreśla jednak, że będą one wymagały gruntownej analizy.

W Ciechocinku wiele też nie wskóramy bez działań ze strony państwa. Dopiero w styczniu rząd ogłosił, że do końca kwietnia mają być gotowe normy jakości paliw węglowych (dziś w składach kupić możemy właściwie wszystko, co choćby przypomina węgiel), a także standardy kotłów na węgiel. W sprzedaży mają się znaleźć wyłącznie piece piątej generacji, a więc automatyczne z podajnikiem. Znajdą się też pieniądze na programy wymiany kotłów węglowych i dotacje do termomodernizacji domów. Rząd obiecał też rozwój sieci monitoringu jakości powietrza.

– Przed nami duże wyzwania, duża praca i pewnie niemałe wydatki, byśmy mogli powiedzieć, że mamy najlepsze powietrze spośród polskich uzdrowisk – kwituje burmistrz Leszek Dzierżewicz.

Krzysztof Lepczyński