Stachura wciąż żyje. 80. urodziny poety w kinie Atlantic

Fani twórczości Edwarda Stachury świętowali w warszawskim kinie Atlantic 80. urodziny zmarłego w 1979 roku, pochodzącego z Kujaw poety.

– W styczniu obejrzałem w TVP dokument o Stachurze – mówił na początku spotkania Artur Wolski z kina Atlantic. – Musiałem znaleźć kontakt do Teresy Kudyby, reżyserki filmu, razem postanowiliśmy, że zorganizujemy 80. urodziny poety.

Przypadły one na 26 kwietnia (choć Stachura urodził się w sierpniu). Do kina Atlantic zjechało kilkuset miłośników poezji Steda, którzy obejrzeli dokument, od którego wszystko się zaczęło.

– Tego filmu by nie było, gdybym nie przeprowadziła się do Ciechocinka – mówiła Kudyba o produkcji „Edward Stachura z tego świata”. – Nie wiedziałam, że Stachura gdzieś tam mieszkał. Dopiero w 2012 roku przyjechał do mnie Marian Buchowski, najwybitniejszy znawca twórczości Edwarda Stachury, przywożąc kwiaty z ogrodu poety w Łazieńcu – wskazywała.

Po projekcji na scenie zasiedli Jerzy Stachura Junior, bratanek Edwarda i Monika Stachura, jego bratanica, by opowiedzieć o poecie.

– Nie wiem, kim bym dziś był, gdyby nie obecność Edwarda Stachury w moim życiu od najmłodszych lat – mówił Stachura Junior, malarz i poeta. – W życiu poety miałem rzeczywiście łatwy start, Sted mówił mi właściwie wszystko, co powinienem wiedzieć.

Stachura wspominał też wizyty w warszawskim mieszkaniu swego stryja. – Na Rębkowskiej bywałem, nie odzywałem się, ale słuchałem. Jeśli miałem pytanie, Sted mi odpowiadał. Kiedy zmarł, myślałem że wszystko już wiem, że jestem mądry. Ale później brakowało mi Steda – przyznał Junior.

Monika Stachura wspominała swoje starania o zachowanie spuścizny Edwarda. – W latach 80. jeździłam na Stachuriady, żeby pokazać jego piosenki z muzyką, którą sam układał. Bo wówczas powstawały jakieś melodyjki. Do tekstów, które były czarnym chlebem, a podawano szarlotkę. Chciałam pokazać prawdziwego Stachurę – mówiła.

Jednak najważniejsza była poezja, którą deklamowali podopieczni Ogniska Teatralnego u Machulskich, a czytali aktorzy: Anna Próchniak i Józef Pawłowski. Ogromne emocje udzieliły się nie tylko publiczności, ale i młodym artystom, na których wiersze Stachury zrobiły piorunujące wrażenie.

– Kiedy robiłam film, wiele osób pytało mnie, po co to robię. Wskazywali, że przecież Stachura już był, że to była nasza młodość, że nie trzeba do tego wracać – mówiła Kudyba. – Ale Stachura wciąż żyje – podkreśliła.

Więcej zdjęć z wydarzenia na stronach kina Atlantic >>>

fot. arch. Kino Atlantic / Patryk Sokołowski

Jerzy Edward Stachura urodził się w rodzinie polskich emigrantów we francuskim Charvieu 18 sierpnia 1937 roku. Rodzina wróciła do Polski w 1948 roku i osiadła w Łazieńcu pod Aleksandrowem Kujawskim. Stachura uczęszczał do liceum w Ciechocinku, gdzie poznał Janusza Żernickiego. Szkołę ukończył jednak w Gdyni. Związał się z trójmiejską cyganerią i debiutował dwoma wierszami w gdańskim dwutygodniku „Uwaga”.

Nie dostał się do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, na krótko wrócił do Aleksandrowa pracować w spółdzielni ogrodniczej. Wreszcie w 1957 roku dostał się na romanistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Podczas studiów wydał zbiór opowiadań „Jeden dzień”. Po zdobyciu dyplomu wiele razy przyjeżdżał na Dolny Śląsk pracując przy wyrębie lasu, co zaowocowało słynną powieścią „Siekierezada”, drugą po „Całej jaskrawości”. W latach 60. i 70. wiele podróżował, do Meksyku, Syrii czy Norwegii. Wydał kilkanaście tomików wierszy, podczas wieczorów autorskich grał na gitarze i śpiewał własne teksty.

W 1979 roku popełnił samobójstwo w swoim warszawskim mieszkaniu.