Harcerz Orli z ulicy Mickiewicza

Przy okazji rozmowy o filmie „Wołyń” (Zdrój nr 11/2016) Tadeusz Socha pokazał mi przechowywaną z największym pietyzmem od 70 lat relikwię. Jest nią jego harcerska książeczka służbowa.

Przechował ją poprzez zawieruchę ustrojową, która w swojej zachłanności pożarła również i tę, stworzoną przez druha Małkowskiego w 1910 r. organizację, przekształcając ją w młodzieżówkę mającą służyć nie ojczyźnie, ale internacjonalistycznej idei socjalistycznej i wiecznej przyjaźni z ZSRR.

Wieczność jednak dla komunistów okazała się bardzo krótka. Przepadł Związek Rad, zerwana została owa, łącząca proletariuszy na całym świecie, przyjaźń. Książeczka, potwierdzająca jego przydział służbowy w 1939 r. do drużyny zuchów w Równym, przetrwała.

Harcerstwo się jednak podzieliło, na odrodzone w wolnej Polsce i na to, które szczęśliwie przepłynęło przez „morze czerwone” – nie tracąc kadry ani zgromadzonych wartości. Wszystkie te organizacje odwołują się obecnie do tych samych korzeni i tradycji.

Na podstawie tej książeczki mamy możliwość ocenić, zapisaną w sprawnościach harcerskich, a zapoczątkowaną jeszcze przed II wojną światową – tam, hen na Kresach, na obozie nad Horyniem, potem po wojnie kontynuowaną w hufcu w Kętrzynie – skautowską formację młodego człowieka. Następnie skonfrontować ją z długim życiem jej posiadacza, który od 65 lat mieszka nieprzerwanie w naszym mieście.

Pan Tadeusz, syn legionisty, który swoją straż kresową pełnił pracując na poczcie w Równym, do harcerstwa zapisał się w maju 1939 r. Był wtedy jeszcze uczniem I klasy szkoły powszechnej, ale wybór dla niego był jasny: ojczyzna, nauka, cnota. W lipcu, przed samym wybuchem wojny, zdążył złożyć zuchowskie przyrzeczenie i od tego momentu rozpoczęła się jego, trwająca do dzisiaj, harcerska służba.

Po wypędzeniu z Kresów jego rodzina osiadła w 1945 r. w Rastemborku na Mazurach, miasto po dwóch latach zostało przemianowane na Kętrzyn. Nastoletni już wtedy Tadek od razu, bo we wrześniu tego roku, zgłosił się do dalszej służby w szeregach ledwie co reaktywowanej Harcerskiej Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie. Książeczka ilustruje dokładnie przebieg jego służby podczas nauki w szkole średniej, kolejno zdobywane sprawności i stopnie harcerskie. To jeden z najpiękniejszych, jak uważa, okresów jego życia.

Jednak w 1949 r. harcerstwo przestaje być tą samą organizacją, do jakiej się zapisał jeszcze w Równym. Po sfałszowaniu wyników referendum „3 razy tak” komuniści przejmują ruch skautowski, przekształcając go faktycznie w organizację pionierską, czego najbardziej widocznym dowodem było wprowadzenie innego koloru chust mundurowych. Tadeusz dokonuje wyboru: nie będzie zakładał czerwonej chusty.

„Cnota jest trwałą sprawnością moralną osoby, dzięki której przestrzeganie zasad moralnych staje się łatwe. Osoba jest w tym pewna – nawet wobec okoliczności niesprzyjających”. Zbiega się to z ukończeniem przez niego szkoły, więc ta decyzja nie rzuca się demonstracyjnie w oczy i tylko to, o czym jest przekonany, uchroniło go przed aresztowaniem. Jednak kilku z jego kolegów, którzy kontynuowali w warunkach tajnych wierność złożonemu przyrzeczeniu, zostało poddanych represjom i uwięzionych. Najbardziej dramatyczny los spotkał Jerzego Sulatyckiego. W trakcie jego służby w wojsku, pod zarzutem próby ucieczki do Szwecji, został skazany przez sąd Marynarki Wojennej na karę śmierci. Wyrok wykonano 11 lipca 1952 r. Obecnie trwają, prowadzone przez IPN, poszukiwania miejsca jego pochówku.

Harcerz Orli Tadeusz Socha sam rozpoczyna wypełniać związane z jego stopniem zadania: „wkracza w dorosłe życie, samodzielnie określa i kształtuje swój światopogląd. Odczytuje swoje powołanie, świadomie określa swoją drogę życiową. Jest odpowiedzialny, można na nim polegać. Jest oparciem dla swojego rodzeństwa, rodziców, stara się być przykładem dla swoich rówieśników. Angażuje się w życie społeczne. Świadomie kształtuje swoje relacje z otoczeniem, pełen pogody ducha rozwiązuje pojawiające się problemy”.

Ciechocinek, do którego przyjechał w 1952 r., by objąć posadę kierownika kina, jest odtąd jego „polem stałej służby”.

Stanisław Wodyński