Zbigniew Wodecki występował także w Ciechocinku. Barbara Kawczyńska o spotkaniu ze zmarłym artystą

Wszystkich nas dotknęła wiadomość o śmierci Zbigniewa Wodeckiego i nie ma osoby, która nie odczuwałaby pustki. Miałam to szczęście, że dane mi było pana Zbigniewa nie tylko kilkakrotnie podziwiać na scenie, ale również osobiście poznać – pisze Barbara Kawczyńska, dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Ciechocinku.

W marcu 2012 roku organizowaliśmy w MCK koncert Zbigniewa Wodeckiego. Dotarł do nas dwie godziny przed występem. Miłe powitanie, krótka próba, kawa i ciastka podane w garderobie. Tak zwany standard.

Nauczona wieloletnim doświadczeniem i spotkaniami z wieloma artystami, wiem że są zwykle zmęczeni swoja popularnością, rozdawaniem uśmiechów i przyjaznych gestów. Tysięczne miejsce, tysięczny koncert, kolejne przypadkowe spotkania z organizatorami, których już jutro nie pamiętają. Przed koncertem artyści najbardziej cenią sobie „święty spokój”.

Jednak pan Zbigniew zaprosił mnie do garderoby i zaprosił do wspólnego wypicia kawy.

– Jak wyglądam? – zapytał przeglądając się w lustrze. – Panie Zbigniewie, jak zawsze bez zarzutu – odpowiedziałam. – A te Pana włosy… – dodałam. – Świeżo umyłem – odpowiedział ze śmiechem poprawiając fryzurę.

Rozmawialiśmy o koncertach, festiwalu organizowanym przez Grażynę Świtałę, specyfice Ciechocinka. I nagle słyszę – Ma Pani śliczną spódnicę.

Zaskoczenie moje było ogromne, oczywiście zdawałam sobie sprawę, że jest to wyłącznie kurtuazja, ale zobaczyłam przed sobą nie gwiazdę, lecz serdecznego, ujmującego człowieka.

Koncert był świetny, publiczność oczarowana muzyką, klasą i dowcipem. Dziękując za cudowny koncert zwróciłam się z pytaniem, czy artysta da się ponownie zaprosić o Ciechocinka. – Pod jednym warunkiem, obieca mi pani, że włoży tę samą spódnicę – usłyszałam.

Pan Zbigniew wrócił do Ciechocinka w 2016 roku, znowu 7 marca. Miałam już inną spódnicę, czego ogromnie żałuję. Bo tamta już nigdy nie będzie zwykłą spódnicą.

Barbara Kawczyńska