Parostatkiem do Ciechocinka

W początkach XIX wieku do Ciechocinka można było dotrzeć niezbyt wygodnie drogą lądową. Kiedy uzdrowisko stało się popularne, szczególnie wśród mieszkańców Warszawy, zaistniała potrzeba szybkiego i komfortowego dotarcia na miejsce. Umożliwić mogła to Wisła, znana od wieków arteria komunikacyjna Polski. Potrzebne były jedynie bezpieczne środki lokomocji.

Okazją stały się starania Francuzów. Vincent Gache, właściciel stoczni statków rzecznych w Nantes, wysłał do Królestwa Polskiego swojego przedstawiciela Eduarda Guilberta. Celem było zorganizowanie żeglugi oraz handel statkami. Misja zakończyła się sukcesem, bowiem 27 kwietnia 1848 roku została utworzona spółka z Andrzejem hrabią Zamoyskim pod nazwą Spółka Żeglugi Parowej na Rzekach Spławnych Królestwa, Hrabia Zamoyski et Compania. Miała przewozić podróżnych oraz towary Wisłą, Narwią, Bugiem, Wieprzem i Pilicą. Została też urządzona stocznia Warsztaty Żeglugi Parowej na Solcu. Projekt wzbudził zainteresowanie kupców, którym zależało na szybkim dostarczaniu towarów, szczególnie zboża, na miejsce zbytu. Po rzekach zaczęły kursować galary i statki parowe.

Linia Warszawa-Ciechocinek-Warszawa

W 1851 roku została uruchomiona regularna linia żeglugi parowej Warszawa – Ciechocinek. Pasażerowie mogli wysiąść w Modlinie, Płocku i Włocławku. W pierwszym roku funkcjonowania żeglugi statek wypływał o 7.00 rano z Warszawy, a o godzinie 20.00 przybywał do Włocławka. Tu pasażerowie mogli przenocować, by o świcie kontynuować podróż. Statek przypływał do Ciechocinka o 8.00 rano. Po dwugodzinnym postoju statek płynął w górę rzeki do Płocka. Tu znowu był nocleg, a trzeciego dnia o 5.00 rano statek ruszał w kierunku Warszawy, do której przybywał o 20.00. Cennik był wyliczony w zależności od długości trasy – mila, czyli ok. 8 kilometrów, kosztowała 15 kopiejek. Dzieci płaciły połowę biletu. Bagaż do 20 kilogramów był bezpłatny. Była to tańsza niż końmi forma podróżowania. Ponadto na parostatku funkcjonowała restauracja zapewniająca posiłki.

W następnym roku trasę z Warszawy do Ciechocinka statek pokonywał już tylko w jeden dzień. Wkrótce pasażerowie mogli podróżować wygodnie w bogato wyposażonych pomieszczeniach I i II klasy. Ceny były zróżnicowane, od 18 do 12 kopiejek za milę. Ówczesny parowiec mógł osiągnąć prędkość 14 km na godzinę, co zachwycało naszych przodków. Do uzdrowiska pływał statek Sandomierz, potem w rejsy ruszyły Płock i Włocławek.

Pływające salony

Andrzej Zamoyski miał niezwykły pomysł rozreklamowania tej formy podróżowania. „Paropływy”, jak nazywano pierwotnie parostatki, stały się wdzięcznym tematem obrazów i literatury, bowiem właściciel zapraszał na rejsy bywalców warszawskich salonów. Artyści tacy jak Julian Cegliński, Wojciech Gerson, Franciszek Kostrzewski, Henryk Pillati po rejsie do Ciechocinka zobowiązali się namalować obrazy, które miały zawisnąć w kajutach. Powstały wówczas 24 dzieła, których wartość szacowano na 700 rubli. Każde miało takie same wymiary: 21×41 cm.

Zaczęły pojawiać się również opisy podróży. W 1854 roku ukazał się pięknie opracowany przez Oskara Flatta przewodnik żeglugi parowej „Brzegi Wisły od Warszawy do Ciechocinka: z dopełniającym poglądem na przestrzeń od Torunia do Gdańska”. Autor przedstawił całą trasę i nadrzeczne miejscowości oraz zamieścił rozkład jazdy, regulamin i cennik biletów (za bilet z Warszawy do Ciechocinka trzeba było zapłacić 4,50 rubla w I klasie, a 3,15 w II klasie). Opisy mijanych okolic przeplótł literackimi opowiadaniami i legendami. Jest wśród nich opowieść m.in. o Nieszawie, Raciążku, Słońsku i Ciechocinku. Autor poświęcił wiele miejsca łazienkom, hotelowi Müllera, zaletom kąpieli w solance. Flatt zamieścił w swojej książce sześć widoków: między innymi litografię Maurycego Fajansa przedstawiającą dawną galerię spacerową z tężnią, źródłem nr 3 i maszynownią w tle, a także dwie mapy ze stacjami żeglugi parowej. Na jednej z nich są zaznaczone wsie kujawskie oraz droga z Torunia do Ciechocinka, która w XIX w. wiodła przez Podgórze, Służewo, Ośno i Raciążek.

W 1861 roku na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” można było przeczytać relację z podróży parostatkiem znanej wówczas poetki Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy). Pisała m.in.: „Statek, na który wsiedliśmy, Płockiem zwany, wytwornej jest budowy; główną jego ozdobę stanowią krajobrazy zdjęte przez naszych młodych malarzy z najpiękniejszych okolic kraju; wprawione w ściany kajuty, wiążą okienka, z których każde zamyka także mały ruchomy krajobraz”.

Na przystani w Ciechocinku

Interes Zamoyskiego przeszedł w inne ręce. Rejsy rzeką były kontynuowane. W 1899 r. na wyprawę Wisłą udał się wybitny etnograf i krajoznawca Zygmunt Gloger. Relację z podróży zawarł w książce „Dolinami rzek”. Jednym z odwiedzonych miejsc był Ciechocinek, o którym tak pisał: „Za wsią Słońskiem, na ćwierć mili przed granicą pruską, zatrzymał się nasz parowiec przy nowo urządzonej przystani i wysadził tu wszystkich podróżnych, udających się do Ciechocinka. Powynoszono z pośpiechem na piasek nasze walizki, aparat i cudze a liczne kosze z szynkami i salcesonami, wiezione z Włocławka dla jadłodajni ciechocińskich. Powozów w przystani nie było żadnych, tylko zaledwie kilka wózków chłopskich, do których goście cisnęli się jak grzeszne dusze do zbawienia”.

Parostatki kursowały jeszcze przed II wojną światową. Można było nimi popłynąć do Warszawy i do Gdańska. Rejsy po Wiśle odbywały się również w czasach PRL. Świetnie uwiecznił jeden z nich Marek Piwowski w kultowym filmie „Rejs”. W XXI wieku po Wiśle w okolicach Ciechocinka można odbyć latem jedynie półgodzinną wycieczkę statkiem „Bas”. Kapitan Sławomir Handziuk już szykuje go do tegorocznego sezonu.

Aldona Nocna