Ostatni pokój w miejskiej bibliotece. Spotkanie z Krystyną Wasilkowską-Frelichowską

Ostatni pokój” to klimatyczna opowieść o odkrywaniu siebie wśród zakurzonych wspomnień. Z autorką książki, Krystyną Wasilkowską-Frelichowską, spotkaliśmy się 7 lipca w Galerii-Czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Jest rok 1990. Ewa Wojciechowska, 45-letnia wdowa i dyrektorka miejscowego domu kultury, wiedzie spokojne życie w małym miasteczku nad Wisłą. Mieszka z sędziwymi rodzicami i nastoletnią córką Kamą. Niespodziewane pasmo wydarzeń całkiem zmienia świat głównej bohaterki: najpierw dostaje „paczkę z zaświatów”, która okazuje się cenną pamiątką po prababci Florentynie (przedwojennej warszawiance).

W ogromnej liczbie obecnie wydawanych tytułów tzw. literatury kobiecej, prezentowana powieść wyróżnia się niewątpliwie pięknym literackim językiem i ciekawym pomysłem. Uroku historii dodaje rodzinna pasja kulinarna. Smaki i zapachy unoszą się nad kolejnymi stronami. Na końcu są też przepisy na konkretne potrawy.

Ale do tego sposobu pisania książek autorka już nas przyzwyczaiła w poprzednich tytułach dotyczących wielokulturowej Nieszawy: „Zapach świeżych malin” oraz „Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer”. Obecna to jedna z tych książek, które czarują czytelnika przenosząc go w piękny i tak zwyczajny świat ludzkich spraw. Powieść „Ostatni pokój” to saga rodzinna z gatunku powieści szkatułkowych, przesycona miłością i tajemnicami oraz pamiątkami rodzinnymi. W trakcie lektury czytelnik otwiera poszczególne szufladki, z których, oprócz wspomnień, wysypują się sekrety skrywane od lat i pamiątki po prababci Florentynie.

Podczas spotkania z autorką można było delektować się przepysznymi ciastkami zwanymi „hammantasze”. Ich nazwa stanowi nawiązanie do imienia Hamana, pierwszego ministra na dworze króla perskiego Kserksesa I, a jednocześnie nawiązuje do jednego z bohaterów powieści. Obecni na spotkaniu na kilka chwil przenieśli się w czasie, a potem wróciliśmy i udaliśmy się do autorki po dedykację.

Mariola Różańska