W Afryce znajdziesz wszystkie barwy tęczy. Niezwykła wystawa zdjęć w bibliotece

„Dzień po dniu, uśmiechnięta, radosna i kolorowa Afryka otaczała nas, wchłaniała i powodowała, że z każdą chwilą coraz bardziej zapominaliśmy o zimowej szarości dnia codziennego w Polsce” – pisze o swej podróży do Gambii i Senegalu Joanna Wypchlak-Rzepiela, której zdjęcia można oglądać w ciechocińskiej bibliotece.

Wystawę zdjęć Joanny Wypchlak-Rzepiela „Siódmy kolor tęczy znajdziesz na Czarnym Lądzie. Gambia i Senegal w moim obiektywie” można zwiedzać do końca sierpnia w godzinach otwarcia biblioteki.

Styczeń 2017 – zaczynam swoją przygodę na czarnym lądzie…

Gambia, będąca jednym z najmniejszych krajów Czarnego Kontynentu, przywitała nas cudowną pogodą, co było wręcz niesamowitym uczuciem po tym, jak w Polsce zostawiliśmy 20-stopniowe mrozy. Pierwszy afrykański posiłek, pierwsza noc pod moskitierą i to uczucie podekscytowania przed tym, co przyniosą kolejne dni, a będzie się działo…

Kiedy wylądowaliśmy w tym gorącym kraju, sytuacja była napięta. Prezydent Gambii nie uznał wyników wyborów i nie chciał przekazać władzy swojemu następcy. Na ulicach wojsko i co chwilę punkty kontroli… Czy to nas powstrzymało przed wielka przygodą? Nie! Zafascynowani pięknem i dzikością tego rejonu wyruszyliśmy w dotąd nieznane dla nas rejony.

Dzień po dniu, uśmiechnięta, radosna i kolorowa Afryka otaczała nas, wchłaniała i powodowała, że z każdą chwilą coraz bardziej zapominaliśmy o zimowej szarości dnia codziennego w Polsce. Gambia i wciąż powtarzane przez miejscowych „no problem, no stress” było początkiem naszej podróży.

Panuje tutaj klimat tropikalny z podziałem na porę suchą i deszczową. Pora sucha trwa od listopada do maja i jest to najlepszy czas na buszowanie po tym rejonie. Gambia jest cudownym miejscem dla miłośników ptaków. Żyje ich tu około 500 gatunków, a pamiętajcie o tym, że jest to najmniejsze państwo kontynentu afrykańskiego – powierzchnia Gambii jest mniejsza od województwa kujawsko – pomorskiego. Ptaki spotyka się tutaj wszędzie, a ich podobizny widnieją na banknotach, a nawet na butelkach piwa.

Zostawiamy to małe państewko na kilka dni i podążamy w kierunku innego kraju. Promem przeprawiamy się na drugi brzeg przez największą rzekę Gambię. W niej żyją krokodyle, hipopotamy i delfiny. Naszym celem jest Senegal ze swoją stolicą Dakarem.

W tym rejonie odwiedzamy również kolejne cudowne miejsce, którym jest Różowe Jezioro (Lac Rose). Jego nazwa pochodzi od różowego zabarwienia, które najlepiej widać w porze suchej, kiedy to stan wody obniża się, a zamieszkujące jezioro słonolubne algi stają się aktywniejsze i produkują swój piękny, różowy barwnik. Jezioro to słynie również z ogromnych ilości złóż soli. Jego zasolenie to ok. 390 g na litr wody. Niestety nie pozwala to na pływanie, ale za to wielką atrakcją jest unoszenie się na jego powierzchni w pozycji siedzącej.

W Senegalu można też przenieść się w czasie. Pozwoliła nam na to wyprawa na wyspę Goree z jej niepowtarzalnym klimatem minionej epoki. To zupełnie inny świat niż Dakar. Wyspa liczy sobie około tysiąca mieszkańców. Jest tam bardzo spokojnie i kolorowo. Ale jest też mroczna przeszłość tego magicznego zakątka. Miejsce to wciąż przypomina o czasach niewolnictwa, stąd właśnie wypływały statki z niewolnikami do Ameryki. Do dziś miejsce to stanowi symbol wyzysku człowieka przez człowieka. Wyspa może też poszczycić się wzgórzem, które służyło jako plener podczas kręcenia scen do filmu „Działa Nawarony”.

Powrót na ląd i kolejne miejsce, które trzeba zobaczyć, a które zapewne, tak jak i mnie, może dostarczyć Wam mieszanych odczuć. Saint Louis, bo właśnie to miasto mam na myśli, uważane jest za perłę zachodniej Afryki. Pomimo, iż wpisane na listę UNESCO, to jednak chyba o nim zapomniano, jest zaniedbane, że aż żal myśleć co będzie dalej. Bardzo rozczarował mnie ten widok i brak działań ze strony rządu, by uchronić je od zniszczenia. Cudowne niegdyś kamienice z wewnętrznymi dziedzińcami, balkonami, okiennicami, które kiedyś były siedzibami najzamożniejszych mieszkańców tego miasta, teraz rozpadają się, odpadają z nich tynki, kruszą się gzymsy, okna często pozbawione są szyb lub wręcz straszą ciemnymi dziurami. Koloru dodają jedynie mieszkańcy. Ich cudowne stroje i uśmiech. Na chodnikach siedzą kolorowo ubrane mieszkanki tego cudownego niegdyś miasta i sprzedają warzywa, owoce i orzeszki ziemne, których Senegal jest głównym producentem i eksporterem tych przysmaków.

Ciekawostką architektoniczną St. Louis jest most, o którym krążą legendy, jedna z nich mówi, iż został on skonstruowany przez samego Gustava Eiffla, twórcę słynnej Wieży Eiffla w Paryżu.

Saint Louis jest również jazzową stolicą Afryki. Tutaj odbywają się też regaty.

Częścią Saint Louis jest wioska rybacka. Niestety to przeżycie nie należy do najmilszych. Smród rozkładających się ryb i ogólnie panujący bałagan na długo pozostaną w mojej pamięci. Tutaj również koloru dodawały stroje mieszkańców oraz zieleń sieci. Radość na twarzach rybaków na koniec dnia po udanych połowach, które za dobrą cenę udało się sprzedać, też łagodziło niemiłe „doświadczenia zapachowe”.

Chęć spotkania z naturą tego afrykańskiego zakątka zaprowadziła nas do jednego z najpiękniejszych miejsc w Senegalu – Parku Narodowego Des Oiseaux Du Djoudj, który jest najważniejszym ptasim sanktuarium na świecie. To prawdziwy raj dla fotografów. Spotkacie tu mnóstwo pelikanów, kormoranów, czapli, ibisów, gęsiówki egipskie, orły bieliki i flamingi. Przy odrobinie szczęścia zobaczycie szakale, dzikie konie, guźce, gazele czy krokodyle.

Kolejne, piękne i dzikie miejsce, które odwiedziliśmy to Rezerwat Bandia. Podczas safari, specjalnie przygotowanymi do tego celu samochodami, mogliśmy podziwiać afrykańskie piękności afrykańskiej fauny: żyrafy, nosorożce, zebry, bawoły sawannowe, antylopy, hieny, patasy rude, koczkodany zielone itd.

Senegal to również cudowne, potężne, przypominające nogi słonia baobaby, nazywane drzewami rosnącymi do góry nogami, roślin która pamiętają czasy sprzed wielu tysięcy lat. Jedna z legend miejscowej ludności głosi, iż baobab rozzłościł Boga, który za to posadził go do góry korzeniami. Drzewo to ma wyjątkowe znaczenie. Zapewnia pożywienie, wodę, schronienie i leki na wiele dolegliwości. Z owoców miejscowa ludność robi cudowny, orzeźwiający, bogaty w witaminę C napój. Polecam – pyszny. Liście, owoce i kora są stosowane jako środek przeciw febrze, leczy się nim też nerki i inne choroby. Młode liście można jeść jak szpinak a pędy, jak szparagi. Sproszkowane nasiona mieszkańcy Senegalu stosują jako substytut kawy, również z nich robią olej i masło. Włókno z kory jest używane do wyrobu lin, koszy, ubrań, strun instrumentów muzycznych a wypróchniałe pnie tubylcy używają jako grobowców. Cudowne drzewo… szkoda, że u nas nie rośnie.

Ponieważ sama uwielbiam eksperymentować w kuchni, muszę wspomnieć też o urokach afrykańskiej kultury. Cafè Touba to cudowna, aromatyczna kawa, którą doprawia się goździkami i pieprzem gwinejskim: nadają jej one bardzo aromatycznego smaku. Cafè Touba pija się we wszystkich tangana (podmiejskich kawiarniach), w których możecie poznać miejscową kuchnię uliczną. Są to bardzo ubogo urządzone małe lokaliki, które serwują również aromatyczne posiłki. Senegal słynie z najlepszych potraw w zachodniej Afryce. Jeżeli odstraszają was podmiejskie restauracyjki, bary itp., można oczywiście spróbować tej fantastycznej kuchni w bardziej wyszukanych miejscach, ja jednak uważam, że prawdziwe smaki każdego miejsca na świecie spotka się właśnie na ulicach.

„Thieboudienne” to najpopularniejsza, narodowa potrawa Senegalu. W języku wolof oznacza „ryż z rybą”. Świeża ryba lub kawałek suszonej ryby, yet (suszone mięczaki o ostrym zapachu), ryż i warzywa (kapusta, rzepa, maniok, marchew, bakłażan, cebula, czosnek, koncentrat pomidorowy, ostra papryka, wszystko smażone jest na głębokim oleju arachidowym). Kolejną, bardzo popularną potrawą jest yassa, czyli kurczak przyrządzany z cytryną, limonka i chili – według mnie cudowny smak. Najpopularniejszym chyba napojem jest Bissap (z hibiskusa) oraz sok z baobabu. Oczywiście spotkacie się z herbatami. Parzenie zielonej chińskiej herbaty to ceremoniał, który kultywowany jest w całej zachodniej Afryce.

Niestety urlop jest zawsze za krótki i tym razem też tak było, dlatego zarówno Gambię, jak i Senegal odwiedzę jeszcze nieraz, a tymczasem mam szansę pokazać mały wycinek tego, co zobaczyłam. Moją wystawę fotografii o mieszkańcach Gambii i Senegalu możecie zobaczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ciechocinku. Zapraszam, bo przecież warto szukać wszystkich barw tęczy… a znajdziesz je na afrykańskim lądzie.

Joanna Wypchlak-Rzepiela