Hołd na przystani w Ciechocinku. Jak przed niemal stu laty tłumy żegnały Słowackiego

Dokładnie 90 lat temu mieszkańcy i kuracjusze tłumnie zmierzali nad Wisłę, aby na przystani oddać hołd prochom jednego z najwybitniejszych polskich poetów – Juliusza Słowackiego.

W odrodzonej Polsce narodził się pomysł sprowadzenia z Francji do Polski zwłok Juliusza Słowackiego. Wspaniałe uroczystości odbyły się między 14 a 28 czerwca 1927 roku. Trasa wiodła z Paryża do Krakowa na Wawel przez Cherbourg, Gdynię, Warszawę i Katowice. Najpierw 14 czerwca rano otworzono grób na paryskim cmentarzu Montmartre i ekshumowano z niego szczątki poety. Znaleziono niewiele. Julian Tuwim napisał w wierszu „Pogrzeb Słowackiego”:

Witaj, trumno wąziutka!
Co tam stuka w popiele?
Czaszka, wyschłe piszczele,
Paryskiej ziemi grudka,
Nie wiem co, ale niewiele…

Trumna została umieszczona na karawanie zaprzężonym w sześć białych koni okrytych białymi kapami, ubranym w jedwabie, atłasy i koronki w kolorach białym oraz amarantowym i zwieńczonym srebrną koroną ze złotymi inicjałami J.S. na amarantowych polach. Orszak podążył paryskimi ulicami do polskiego kościoła Assomption przy rue Saint-Honoré, gdzie została odprawiona msza święta i egzekwie, a następnie do ambasady polskiej. Francuscy przekupnie sprzedawali biało-czerwone kokardki oraz broszurki o Słowackim, wznosząc okrzyki: „Vive la Pologne! Grande fete franco-polonaise!” Następnego dnia trumnę przewieziono do portu w Cherbourgu i umieszczono na statku „Wilia”, który popłynął do Gdyni.

Na ojczystej ziemi

Do polskiego portu przypłynął też torpedowiec „Mazur” pod dowództwem generała Mariusza Zaruskiego, a ze stolicy przyjechał pociąg wypełniony wieńcami. Jak pisało „Słowo Pomorskie” z 23 czerwca 1927 roku: O godz. 6.10 przybył transportowiec „Wilia”. W tej chwili orkiestra marynarki wojennej odegrała marsza żałobnego Chopina. Na górnym pokładzie „Wilii”, na wzniesieniu przykrytym czerwonym suknem ustawiony był katafalk, na którym spoczęła piękna hebanowa trumna z prochami Słowackiego. Trumna okryta była sztandarem Rzplitej. Straż honorową pełni przy trumnie 4 żołnierzy marynarki wojennej.

Na pokład statku wszedł min. Dobrucki, który wygłosił krótkie przemówienie, wyrażając radość, że zwłoki Juliusza Słowackiego mogły przybyć do ojczystego portu, na polskim okręcie wojennym i przez polskie morze. Imieniem komitetu i społeczeństwa przemówił z kolei dr Skowroński, podkreślając znaczenie dzisiejszej uroczystości dla Polski i Pomorza. Po przemówieniach duchowieństwo z ks. Troszczynowskim na czele odprawiło modły zakończone hymnem Boże coś Polskę podjętym przez tłumy publiczności. Uroczystość zakończyła się składaniem wieńców przez delegacje. Dodajmy, że wartę przy trumnie pełnili dwaj poeci: Artur Oppman (Or-Ot) i Jan Lechoń. 21 czerwca torpedowiec „Mazur” przewiózł trumnę do Gdańska, skąd do Warszawy popłynęła na pokładzie statku rzecznego, który nazywał się …”Mickiewicz”.

Powrót do ojczyzny wstęgą wód

Na trasie pogrzebu znalazły się nadwiślańskie miasta, bowiem była to niepowtarzalna okazja, aby wziąć udział w niezwykłej uroczystości i zamanifestować swoje uczucia patriotyczne. W wielu portach rzecznych: Tczewie, Grudziądzu, Toruniu, Ciechocinku, Włocławku, Płocku, Wyszogrodzie statek był witany i żegnany przez orkiestry wojskowe, pułki piechoty, przeróżne stowarzyszenia kościelne, oddziały straży pożarnej, seminaria duchowne, organizacje strzeleckie i towarzystwa śpiewacze, delegacje mieszkańców miast i wsi oraz niezliczone rzesze dzieci i młodzieży szkolnej. Nawet w miejscowościach, gdzie statek się nie zatrzymywał, gromadziły się rzesze ludzi, przedstawiciele różnych organizacji i orkiestry. Po drodze na pokład statku i w nurt Wisły rzucano wieńce i wiązanki kwiatów z brzegów rzeki oraz z mostów. Licznie zgromadzone na brzegach rzeki tłumy śpiewały „Jeszcze Polska nie zginęła”, „Boże coś Polskę” oraz „Z dymem pożarów”. Bito też w dzwony i strzelano z armat.

Ciechocinianie w hołdzie Wieszczowi

Również mieszkańcy i goście Ciechocinka wzięli udział w tym niepowtarzalnym wydarzeniu. 23 czerwca 1927 r. w kierunku Wisły ciągnęły dorożki, auta i umajone wozy drabiniaste. Wałem ochronnym podążali, jak pisał reporter „Zdroju Ciechocińskiego”: strażacy, strzelcy, sokolice, sokoli, dzieci, szkoły, za nimi płynęła niezorganizowana fala gości kąpielowych bez różnicy płci i wyznania, ludu wsi okolicznych, straganiarzy, lodziarzy itp. „solidnych” kupców, co łatwy zarobek w powietrzu zwęszyli. Tłum z bijącym sercem czekał na przybycie statku, który dostał pozwolenie na 10-minutowy postój.

Delegacja z Ciechocinka na czele z dyrektorem Marianem Raczyńskim złożyła u trumny wieniec z napisem: „Mocarzowi słowa w hołdzie ludność i goście kąpielowi Ciechocinka”. Wszyscy zapatrzyli się w relikwię narodową. Niektórzy płakali. Poważna i subtelna muzyka budowała podniosły nastrój. Uroczystość była okazją do zrobienia pamiątkowych zdjęć.

Komitet uczczenia prochów Juliusza Słowackiego postanowił przesłać połowę dochodu z przeprowadzonej zbiórki pieniężnej do Warszawy z przeznaczeniem na fundusz imienia Wieszcza, a za drugą kupiono kilkaset egzemplarzy dzieł poety do rozdania między dzieci Szkoły Powszechnej na pamiątkę obchodów uroczystości.

Niezapomniany widok

Jeszcze tego samego dnia trumna popłynęła do Warszawy, gdzie w katedrze św. Jana została odprawiona msza święta. Dalsza trasa do Krakowa wiodła już pociągiem przez Koluszki, Częstochowę i Katowice do Krakowa. Jak pisał Jarosław Iwaszkiewicz: W pociągu, pomiędzy Warszawą a Krakowem[…] trumna jest umieszczona w ostatnim, towarowym wagonie, który ma poprzeczną ścianę otwartą. Widać przez nią pola i pejzaże, widać i ludzi, którzy się gromadzą wzdłuż drogi. Ludzie nie wiedzą, gdzie jest trumna, na stacjach pociąg zwalnia, ale się nie zatrzymuje. I dopiero gdy wagon minie zebranych, spostrzegają oni żałobne akcesoria, światła i przez otwartą ścianę samą trumnę i biegną za pociągiem, zsypują się na tor jak liście i jak rozsypane liście pozostają w tyle. Dla stojących na warcie widok to niezapomniany. Wagon ze zwłokami Słowackiego jak magnes pociąga wszystko za sobą i ludzi, i kwiaty, i powiew od letnich pól, gdzie falują klasycznie, jak to w czerwcu, łany. Cóż za widok!

Ostatnia droga na Wawel

Wieczorem 27 czerwca pociąg zatrzymał się w Krakowie. Na wiadukcie nad ulicą Lubicz zbudowano specjalne schody i pomosty. Cała wolna przestrzeń była wypełniona rzeszami ludzi. Gdy trumnę wyniesiono z wagonu, nastąpiła chwila ogromnej ciszy, a potem z daleka odezwał się Dzwon Zygmunta. Można było oddać hołd prochom poety w Barbakanie zamienionym w kaplicę, bowiem trumnę wystawiono w nocy z 27 na 28 czerwca. Jak wspominał Iwaszkiewicz: Sam pogrzeb nazajutrz odbył się w deszczu. Gdyśmy stali w dziedzińcu arkadowym, Piłsudski i otaczająca go generalicja ukazali się nam jak na starym filmie, cali poprzekreślani strumieniami. W tym deszczu rozległ się rozkaz do generałów, którzy mieli zanieść trumnę do wawelskich podziemi, „bo królom był równy”. Juliusz Słowacki spoczął obok Adama Mickiewicza w Krypcie Wieszczów Narodowych.

29 czerwca odbyła się w naszym teatrze uroczysta akademia ku czci Słowackiego. Teatr Pomorski z Torunia wystawił dramat „Horsztyński”, rozbrzmiała muzyka Chopina w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Warszawskiej. „Elegię” Moniuszki wykonał wybitny wiolonczelista Kazimierz Wiłkomirski. Było to w dzień po pogrzebie Słowackiego na Wawelu, gdzie pamiętne przemówienie nad trumną wygłosił Marszałek Józef Piłsudski.

Aldona Nocna