Pokora i wyciszenie. Jak trzymając ołówek po raz pierwszy od lat narysować piękną ikonę

– Pisanie ikony wymaga wyciszenia, to chyba taka odpowiedź na nasz zabiegany, głośny świat – mówi Ewa Grześkiewicz, która prowadziła w Miejskim Centrum Kultury w Ciechocinku warsztaty pisania ikon.

Nie byłoby ciechocińskich warsztatów, gdyby nie prezent imieninowy, jaki Anna Zykubek dostała od swojego męża. – Zapisał mnie na warsztaty w Kawkowie na Mazurach prowadzone przez Ewę Grześkiewicz. Ołówek ostatni raz trzymałam w przedszkolu, trzy dni płakałam, czwartego przestałam ryczeć i zaczęłam rysować. A że mąż kupił dwie deski do ikon, stwierdziłam że nie mogą się zmarnować i zaczęłam jeździć do Warszawy i w międzyczasie zapytałam Ewę, dlaczego ja mam tak za nią jeździć, czy ona nie przyjechałaby do nas – opowiada Anna Zykubek z Raciążka.

Wraz z Ewą Grześkiewicz z grupy Agathos, twórczynią ikon, uczestniczką i prowadzącą wielu warsztatów ikonograficznych, do Ciechocinka przyjechali uczestnicy z całej Polski i nie tylko, bo także z Berlina. Przez ponad tydzień, od 21 do 30 lipca, w sali Miejskiego Centrum Kultury powstało kilkanaście ikon.

Rozmowa z

Ewą Grześkiewicz,

prowadzącą warsztaty pisania ikon.

Dlaczego właśnie ikony, które kojarzą się raczej ze wschodnim kręgiem kulturowym?

– Ikony powstały przed podziałem chrześcijaństwa, są dziedzictwem obydwu Kościołów, jedynie przetrwały w większym stopniu w Kościele wschodnim. Ale nasz Kościół je na nowo odkrywa. Dlaczego? Spójrzmy, co dziś dzieje się w sztuce. Mamy sztuki piękne, ale one przestają już być piękne, im więcej brzydoty i własnych mroków, tym większe dzieło. A teraz ludzie znowu zaczynają szukać piękna, także tego duchowego, spokoju, harmonii. Swoją rolę pełni też kryzys sztuki sakralnej, bo chcemy, by kościoły były piękne, a nie zawsze tak jest. Stąd powrót do ikon.

Co jest najważniejsze w pisaniu ikon?

– Pisanie ikony wymaga wyciszenia, jest długotrwałe, to chyba taka odpowiedź na nasz zabiegany, głośny świat. Najważniejsza jednak jest pokora. Często jestem pytana, czy jeśli ktoś nie miał od szkoły podstawowej ołówka w ręku, to może pisać ikony. I ja mówię, że może. Dużo gorzej, jeśli ktoś nie chce się poddać kanonowi, chce ukazywać swoje własne mroki i zawirowania psychiki. Kanon kojarzy się z ograniczeniem, jednak gdy się go pozna, nie pozbawia wolności twórczej. Pewne prawdy nauczania Kościoła należy przedstawić w pewien sposób, ale nikt nie zwalnia od nadania odpowiedniego wyrazu artystycznego.

Jak amatorzy tworzą tak dojrzałe dzieła?

– Jeśli chodzi o warstwę techniczną, po prostu prowadzę krok po kroku, jak w sposób charakterystyczny dla ikony rysuje się nos czy oczy. Dalej pomaga kanon, który mówi, jaka jest geometria ikony, co pomaga w zachowaniu harmonii. Żeby nie był to bohomaz, bo z ukraińskiego bohomaz to źle namalowana ikona, „mazanie Boga”.