Festiwal Wisły w Ciechocinku. Nowy rozdział na królowej polskich rzek

Ponad 40 łodzi, niemal 150 żeglarzy z całej Polski i Europy, a także nawet 6 tys. gości. Festiwal Wisły zrobił na ciechocinianach i turystach ogromne wrażenie.

Festiwal Wisły od 12 do 15 sierpnia odwiedził Włocławek, Nieszawę, Ciechocinek i Toruń. – Idea tego festiwalu przeszczepiona jest z Francji – tłumaczy Marcin Karasiński z Kujawsko-Dobrzyńskiej Organizacji Turystycznej, dyrektor festiwalu. Festiwal Wisły wzoruje się na Festiwalu Loary w Orleanie, imprezie prezentującej tradycyjne żeglarstwo rzeczne z terenu całej Europy. Gośćmi wydarzenia będą rekonstrukcje tradycyjnych jednostek przed wiekami pływających na Wiśle, od tratw po łodzie wikingów.

Z Loary nad Wisłę

– Festiwal Loary jest niesamowitym produktem turystycznym przyciągającym rzesze turystów z całego świata. W 2015 roku przyjechało na niego ponad 600 tys. ludzi. Jeszcze 30 lat temu na Loarze było podobnie jak na Wiśle, kilku wędkarzy i nieliczne łodzie. Dziś to ponad tysiąc jednostek i mnóstwo turystów. Liczymy na podobny efekt w Polsce, zresztą już widać, że ruch miłośników rzeki się wzmacnia. Tylko w Ciechocinku w ostatnich latach pojawiło się kilka pięknych nieszawek, a ostatnio łodyga – mówi Karasiński.

Skąd pomysł na festiwal także w Ciechocinku? – Pomysł stąd, że przez Ciechocinek płynie Wisła, a festiwal jest festiwalem Wisły – śmieje się Karasiński. – Chcemy pokazać rzekę od zupełnie innej strony. Wielu ludzi myśli, że Wisła to niebezpieczny, brudny ściek. A to nieprawda, woda w Wiśle jest czysta. To przepiękna, malownicza rzeka – podkreśla.

Chlebem i solą

W Ciechocinku od rana 13 sierpnia na terenie miejskiej wiślanej plaży rozłożyło się ogromne namiotowe miasteczko, w którym można było zjeść, wypić, zapoznać się z rzeką i związanym z nią rzemiosłem. Przy miniaturce ciechocińskiej tężni odbywały się pokazy tradycyjnego warzenia soli z komentarzem Aldony Nocnej, regionalistki i redaktorki „Zdroju”. Ładunek ciechocińskiej soli został zresztą później załadowany na galar przez Marcina Zajączkowskiego, prezesa Przedsiębiorstwa Uzdrowisko Ciechocinek, i zawieziony do Torunia. Przez cały dzień na nadrzecznej scenie występowali młodzi ciechocińscy wykonawcy oraz zespoły szantowe biorące udział w przeglądzie piosenki żeglarskiej „Szkuta”.

Po południu do miasta dopłynęła flotylla kilkudziesięciu jednostek, w większości tradycyjnych, drewnianych łodzi typowych dla Wisły. Żeglarze i flisacy zostali powitani chlebem i solą przez burmistrza Leszka Dzierżewicza.

Zobacz fotoreportaż z Festiwalu Wisły w Ciechocinku >>>

– Wszędzie nas miło witają, ale za każdym razem jesteśmy coraz bardziej zaskoczeni – mówił Robert Jankowski, sekretarz generalny komitetu organizacyjnego Roku Wisły, w który festiwal się wpisuje. – Płyniemy Wisłą, powoli kończy się pewien etap tej pięknej podroży i cieszymy się, że zamyka się on właśnie tutaj, w Ciechocinku. Państwo dobrze znacie cenę soli, flisacy też ją znali. To był nasz skarb, a teraz ci ludzie, którzy tutaj przypłynęli i wy, obywatele Wisły, jesteście solą tej rzeki, jesteście jej skarbem. I za to wam dziękujemy – podkreślał, odbierając powitanie.

Tuż po przybyciu łodzie przepłynęły wzdłuż brzegu z paradą, by później zabrać chętnych na pokład i przewieźć po Wiśle. Wszystko po to, by jak najbardziej oswoić ludzi z rzeką.

Nowy rozdział na rzece

Robert Jankowski podkreśla, że łodzie biorące udział w Festiwalu Wisły były w podróży nawet od miesiąca. – Masa krytyczna zbierała się tu od dłuższego czasu. Nasz rejs, który nazywa się „Obywatel rzeki Wisły”, zaczęliśmy w Sandomierzu. A potem powoli spływaliśmy, spotykając się z nadwiślańskimi społecznościami. Bo nie chodzi tylko o flisowanie, ale i spotkania, pokazanie kulturotwórczego, ponadlokalnego charakteru rzeki. Warto jest płynąć Wisłą nie jak autostradą, ale zatrzymywać się i odkrywać jej tajemnice – mówi.

Bo tajemnice są wszędzie, także w okolicach Ciechocinka. – Płynąc do was, pod Bobrownikami mijaliśmy fascynujący wrak statku. Kadłub, sądząc po nitowaniu, konstrukcji, może mieć ponad 100 lat – opowiada nasz rozmówca.

Jankowski podkreśla, że Rok Wisły to nie tylko pojedyncze wydarzenia, ale długofalowe działania. – Ten festiwal dobrze wpisuje się w tę ideę, bo otwiera nowy rozdział na rzece, rozdział wspólnego organizowania przedsięwzięć kulturalnych i artystycznych. Już dziś ludzie pytali nas, czy w przyszłym roku również będzie można się tutaj spotkać. Mam nadzieję, że lokalne władze na to zareagują, że ta frekwencja będzie dla nich zachętą, by organizować takie imprezy – zaznaczył.

Czy warto przypomnieć sobie o Wiśle i polubić tę rzekę? – Wisła zawsze odwzajemnia uczucia – mówi Jankowski. – Jeśli ją skrzywdzimy, skrzywdzi nas w dwójnasób. Jeśli jej pomożemy, wynagrodzi nam i swoim pięknem, i siłą ekonomiczną – kwituje.

Krzysztof Lepczyński