Blues Bez Barier po raz trzynasty

Wydawałoby się, że w związku z liczbą uważaną przez wielu za pechową, nad festiwalem zawiśnie fatum. Nic bardziej mylnego! Okazało się, że ta edycja w opinii wielu obecnych wielokrotnie na festiwalu została oceniona jako jedna z najlepszych lub najlepsza – pisze o festiwalu Blues Bez Barier Lech Bekulard.

To ogromna zasługa tych wszystkich, którzy byli związani z organizacją tego wydarzenia. Zanim przejdę do festiwalowej relacji, ciśnie mi się pod pióro cytat autorstwa Johanna Wolfganga Goethego: „Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają. Bo ludzie źli, ach wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”.

Przez lata trwania festiwalu przyzwyczajeni byliśmy do koncertów w muszli parku Zdrojowego. Na pewno jedna dotychczasowa edycja (choć niektórzy mówią o dwóch) odbyła się w Teatrze Letnim. Ta trzynasta także zagościła w tym bajecznym przybytku kultury, ponieważ pogoda uniemożliwiła granie w plenerze. Goście, którzy przybyli na festiwal z całego kraju, dotychczas oglądali go tylko z zewnątrz i nie kryli zachwytu nad piękną architekturą budynku, kiedy znaleźli się we wnętrzach.

Odbiór muzyki w tym obiekcie też należy do niezwykłych przeżyć estetycznych, bowiem akustyka jest doskonała pomimo czasami mocnych dźwięków, jakie wydobywają się za sprawą zespołów uczestniczących w festiwalu. W artykule w „Zdroju Ciechocińskim” wspominającym ubiegłoroczny festiwal użyłem określenia „marka miasta”. Okazuje się, że w tym stwierdzeniu nie ma przesady. Tak właśnie jest.

Po tym wstępie czas na wspomnienia związane z trzynastą edycją Bluesa Bez Barier. Festiwalowe dzianie rozpoczęło się od spotkania z redaktorem Zdzisławem Pająkiem, dziennikarzem radia PiK z Bydgoszczy, autorem wspaniałych biografii muzyków światowego formatu. Te dzieła (bo inne określenie tej twórczości nie pasuje) to „Eric Burdon. Feniks Rocka” (1998), „Eric Clapton. Pielgrzym Rocka” (2008) oraz „Jimmi Hendrix. Szaman Rocka” (2016).

Na uwagę zasługuje fakt, że widownia Teatru Letniego na tym spotkaniu była wypełniona niemal w połowie, co świadczy o ogromnym zainteresowaniu. Zdzisław Pająk w trakcie tego spotkania promował ostatnie swoje dzieło poświęcone Jimmiemu. Jednocześnie można było dowiedzieć się o kulisach powstawania wszystkich publikacji, a były to wielkie ciekawostki. Była to także okazja do zakupu najnowszej publikacji z dedykacją od autora. Napisałem „ostatniej”, bo poprzednie tytuły zostały wysprzedane i są w tej chwili wielkim rarytasem wśród miłośników tego typu literatury.

Rozmowa zostanie wyemitowana na antenie radia ProRock, jednego z patronów medialnych festiwalu w środę 6 września o godz. 22.

Punktualnie o godz. 14.30 prowadzący, Zdzisław Pająk (Radio PiK) i moja skromna osoba, czyli Lech Bekulard (radio ProRock), zaprosili na scenę dyrektora artystycznego festiwalu Sławka Małeckiego, który po krótkim wstępie otworzył XIII Międzynarodowy Festiwal Blues Bez Barier.

Pierwszym festiwalowym zespołem była śląska formacja bluesowa Acustic, zespół obchodzący w tym roku swoje dziesięciolecie. Ich koncert częściowo nawiązywał do rozmowy ze Zdzisławem Pająkiem, bowiem tam wielokrotnie padało nazwisko Hendrix, a to właśnie on był inspiracją do gry na gitarze Szymona Borkowskiego, członka zespołu. Tę fascynację słychać było podczas eksponowania gitary jako prowadzącego instrumentu. Dla gitarzysty było wyjątkowym wyzwaniem zaprezentować swój kunszt, bowiem w składzie zespołu jest Jacek Szuła, harmonijkarz, który wydobywa ze swojego instrumentu nietuzinkowe dźwięki i frazy. Ich współbrzmienie okraszone charyzmatycznym, bluesowym wokalem Grzegorza Achtelika stworzyło coś, za czym tęsknią miłośnicy dobrego bluesa. Dodać należy, że Grzegorz Achtelik zagrał rolę Ryszarda Riedla w filmie Krzysztofa Magowskiego „Się macie ludzie”. Ten koncert został przyjęty owacją na stojąco. Niestety rozkład jazdy sceny nie pozwalał na bisy, więc by zapamiętać to wydarzenie w Ciechocinku na dłużej, można było po koncercie nabyć płytę zespołu „Drzwi”.

Kolejnym wykonawcą był zespół Revolucja pod dowództwem Jacka Dewódzkiego, obsługującego bas, znanego z siedmioletniej współpracy z zespołem Dżem, gdzie jako wokalista pojawił się po śmierci Ryszarda Riedla. Współpracował z zespołem od nagrania albumu „Kilka zdartych płyt”, do płyty „Być albo mieć”, która ukazała się w maju 2000 (w sumie pięć albumów). W Ciechocinku przedstawili program o wiele mocniejszy niż ich poprzednicy, ale jak nazwa festiwalu głosi, Blues Bez Barier, a cytując Willie Dixona „Blues to korzenie, a reszta muzyki to owoce”, spełnili wszystkie warunki.

Po tych dwóch wykonawcach przyszedł czas na gości spoza naszego kraju. W planach miał to być zespół z Australii The Sun Pilots, ale nie zawsze plany można zrealizować. Okazało się, że wokalista Raj Siva Rajah, ze względu na chorobę musiał zawiesić koncertowanie. Ktoś musiał tę pustkę wypełnić i warunki spełniła słowacka formacja Slovak Blues Project pod przywództwem Lubosa Beny. Ten zespół to laureat wielu uznanych festiwali. Wygrali słowacki konkurs bluesa Blues Aperitive 2016. Zdobyli nagrodę Discoveries i reprezentowali Słowację na festiwalu Blues Challenge 2017 w duńskim Horsens. Ciechocińskiej publiczności zaprezentowali nowoczesne formy amerykańskiego bluesa z wycieczkami dźwiękowymi w stronę country. Pokazali możliwości, jakie można wydobyć z gitary Dobro zwanej potocznie kołpakiem. Mistrzem w użytkowaniu tego instrumentu okazał się Bonzo Radvanyj. Niezwykły zestaw perkusyjny dodawał kolorytu i oryginalności zespołowi. W Europie występują w różnych składach, od duetu, poprzez trio do pełnego zespołu. Na festiwalu pojawili się jako trio. Jeżeli zamknęlibyśmy oczy, to jestem przekonany, że byliby odebrani jako wieloosobowy zespół. Podobnie jak pierwszy zespół, tak i oni swój koncert kończyli przy owacji na stojąco. Po koncercie znaleźli się nabywcy płyty „Nemam Hlad, Nemam Smad”, która została nagrana w duecie.

Przyszedł czas na gospodarza festiwalu, zespół Zdrowa Woda, ale nim to nastąpiło, na scenie pojawił się włodarz Ciechocinka Leszek Dzierżewicz, który oznajmił wszystkim gościom obecnym w Teatrze Letnim, że rok 2018 to rok wielkiego jubileuszu. To rok, kiedy zespół Zdrowa Woda obchodzić będzie swoje trzydziestolecie, co zostanie upamiętnione gwiazdą na ciechocińskim deptaku. To właśnie ten zespół brał czynny udział w tworzeniu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To właśnie w Ciechocinku, w sali liceum ogólnokształcącego odbył się pierwszy koncert. O tym wszystkim wspominali na scenie Sławek Małecki i burmistrz Leszek Dzierżewicz. Burmistrz zapewnił także, że ten festiwal na trwałe zapisał się w kalendarzu wydarzeń kulturalnych Ciechocinka. Moim zdaniem, jako osoby z zewnątrz, należy się wielki ukłon w stronę burmistrza, władz samorządowych i wydziału promocji miasta za tak przychylne podejście do organizatorów festiwalu. Jestem w różnych miejscach naszego kraju i widzę różne traktowanie wydarzeń kulturalnych, które mogą być wizytówką promującą miejscowość, powiat, województwo czy nawet kraj. Niestety, nie zawsze klimat sprzyja takim przedsięwzięciom, dlatego bardzo się cieszę, że w Ciechocinku jest tak, jak jest.

Po tej chwilowej odskoczni powracam na deski Teatru Letniego w Ciechocinku. Zdrowa Woda, zespół który wiele lat temu uzyskał pełnoletność, dziś zachowuje się na scenie jak nowo narodzony. Wspaniały wokal Marka Modrzejewskiego, gitara Sławka Małeckiego, klawisz „Barana” – Krzysztofa Baranowicza czy sekcja Dawid Leszczyk (perkusja) i Sławek Jagas (bas) to fabryka perfekcyjnych dźwięków. Koncert rozpoczął się od utworu promującego najnowszy album „W tunelu ulicy”. Całość występu zakończyło nieśmiertelne „Piwo”. Warto wspomnieć, że akustycznie wybrzmiał utwór „Ciechociński Blues” autorstwa Marka Modrzejewskiego z towarzyszeniem „Barana”, tym razem na harmonijce.

I tak dotarliśmy do finałowego koncertu gości z USA, a był to Noah Wotherspoon Band. Noah, filigranowy artysta pochodzący z Cincinnati w stanie Ohio, posiadł wyjątkową sztukę gry na gitarze. Miałem informacje, że to będzie dobry koncert, ale nie przypuszczałem, że aż tak dobry. Technika gry na gitarze slide opanowana przez niego została do perfekcji i teraz rozumiem, dlaczego został nagrodzony mianem najlepszego gitarzysty na International Blues Challenge w USA. Ich występ zasługiwał w pełni na miano gwiazdy wieczoru!

Tak oto przebiegała XIII edycja Międzynarodowego Festiwalu Blues Bez Barier w Ciechocinku. Serce się kroiło, że to już koniec, ale zrodziła się nadzieja spotkania za rok znów w doskonałym towarzystwie najpiękniejszych dźwięków.

Lech Bekulard


Rozmowa ze

Sławkiem Małeckim

dyrektorem artystycznym festiwalu Blues Bez Barier

[rozmowa przeprowadzona przed rozpoczęciem festiwalu]

Lech Bekulard: Trzynasty festiwal. Odejdziemy od historii bowiem w roku ubiegłym szczegółowo to przedstawiłeś i czytelnicy mieliby za złe, że się powtarzamy więc chciałbym poplotkować o klimacie jaki panuje wokół festiwalu.

Sławek Małecki: Nie byłoby festiwalu, gdyby nie wsparcie i akceptacja władz. Wszystko zawdzięczam przychylności burmistrza Leszka Dzierżewicza, który bardzo pomaga w tym, by festiwal trwał i rozwijał się. Ale skoro plotkujemy, to z całą mocą stwierdzam, że za czasu urzędowania burmistrza nasze miasto stało się mekką festiwali i muzyki wszystkich gatunków. Mamy tu ogromny wybór stylistyczny. Tu każdy znajdzie coś dla siebie.

Sam burmistrz to jeszcze nie wszystko, bo podejmowane decyzje muszą uzyskać akceptację rady. Jako osoba z zewnątrz widzę, że to współgranie jest niczym orkiestra symfoniczna.

– Tak, to wspaniałe że nasi włodarze mają mądre podejście do sztuki. Mówimy tu konkretnie o muzyce

Chciałoby się powiedzieć cytując klasyka, że wszystkie drogi prowadzą do Ciechocinka. Opera, operetka, muzyka folkowa, folklor cygański, pop, rock i blues. Tu można znaleźć wszystko.

– Wtrącę tu folk. Przecież mamy w Ciechocinku festiwal folkowy i nawet nie wiem która to edycja, myślę, że nawet trzydziesta. Nie można też pominąć jazzu. Już po raz drugi wybrzmiał festiwal Happy Jazz, w którym miałem możliwość wystąpić jako zaproszony gość. Jednak nie będę się skupiał na samych festiwalach, bowiem mamy tu do czynienia z ogromną ilością koncertów.

Podejrzewam, że specyfika tego miasta pozwala na tak wiele i tak różnorodnych propozycji, bowiem przez cały rok znajdą się tu odbiorcy ze względu na tzw. sanatoryjno-wczasowe pobyty. Co za tym idzie, oferta musi być bardzo szeroka.

– Oczywiście, potwierdzam twoje obserwacje. Ale ja chciałbym odnieść się do widowni, jaka przyjeżdża na festiwal Blues Bez Barier. To już bardzo rozpoznawalne wydarzenie w skali kraju i dlatego mamy gości z najodleglejszych zakątków Polski. Już tak się stało, że bluesmani zapisują sobie w kalendarzu termin festiwalu, by go nie opuścić. Utrzymuję ten festiwal w konwencji sobotniej, by wszyscy, którzy tu przyjadą, mogli w poniedziałek zdążyć do pracy czy szkoły.

Pogoda zmusiła cię do przeniesienia festiwalu pod dach z pięknego parku. Przygotowania dobiegają końca. Co możesz powiedzieć o tym, co za chwilę się tu w Ciechocinku wydarzy?

– Cóż ja mogę powiedzieć. Każdego roku bardzo przeżywam organizację tego wydarzenia. Towarzyszy mi takie wewnętrzne napięcie, bo chcę by to wszystko przebiegło sprawnie i jak najlepiej! A jednocześnie by to, co zaoferuję, trafiło do jak najszerszej publiczności. By zadowolenie rozłożyło się zarówno na odbiorców i artystów, i mam nadzieję, że tak właśnie dziś będzie. W tym roku zaoferowałem różnorodność muzyczną. Poruszać się będziemy od akustycznego grania po mocne, okołorockowe. Tak więc chciałbym zadowolić wszystkich. Cieszy mnie fakt, że festiwal uzyskał status międzynarodowego. Wielu na pewno będzie zaskoczonych, że to nie muszla, a teatr. Aura sygnalizowała nam, że nie ma pewności pogody, więc wolałem nie ryzykować i zdecydowałem o przeniesieniu festiwalu do teatru. Myślę, że goście będą zadowoleni z tej decyzji.