W hołdzie wielkiemu lekarzowi. Odsłonięto tablicę pamięci dr. Wacława Iwanowskiego

Córka i wnuk dr. Wacława Iwanowskiego odsłonili tablicę poświęconą temu zasłużonemu dla Ciechocinka lekarzowi i naukowcowi.

Przy budynku Szpitala Kolejowego na rogu ulic Widok i Zdrojowej 20 października zebrało się kilkadziesiąt osób, od władz miasta po ciechocińską młodzież. – Zebraliśmy się, aby oddać hołd i cześć jednej z najwybitniejszych postaci naszego miasta, doktorowi Wacławowi Iwanowskiemu – mówił Marian Gawinecki, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ciechocinka, które zainicjowało odsłonięcie tablicy. – Stoimy w miejscu, które stworzył, w którym żył i które tak bardzo pokochał – dodał. – Starych Ciechocinian nie trzeba przekonywać, jak wielką, wspaniałą osobą był dr. Iwanowski – dodała Klara Drobniewska, sekretarz TPC. – A są wśród nas nie tylko ci, którzy go pamiętają, ale i ci, którzy znali go osobiście.

Fotoreportaż z odsłonięcia tablicy na www.ciechocinek.pl >>>

Odsłonięcia tablicy dokonali Małgorzata Iwanowska-Ludwińska, córka doktora, a także jego wnuk. – Ciechocinek pokazał swoje najpiękniejsze oblicze. Jestem przekonana, że tato jest szczęśliwy patrząc na to i uśmiecha się nieco szelmowsko, jak miał w zwyczaju – mówiła wzruszona Iwanowska-Ludwińska. Tablicę wykonaną przez Zbigniewa Dolskiego ze Żnina ufundował Adam Brzuszkiewicz, prezes Kolejowego Szpitala Uzdrowiskowego. Została ona poświęcona przez ks. Grzegorza Karolaka, proboszcza ciechocińskiej parafii, a także ks. płk. Mikołaja Hajduczenię, proboszcza prawosławnej parafii św. Mikołaja w Toruniu.

– Czytając biografię dr. Iwanowskiego byłam zdumiona, że można tyle w życiu osiągnąć ciężką pracą – mówiła Aldona Nocna, wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej i regionalistka badająca dzieje Ciechocinka. – To ważny moment dla naszego miasta, to będzie ważne miejsce podczas spacerów po Ciechocinku – podkreśliła.

– Ciechocinek to nie tylko tężnie, grzybek i warzelnia, ale przed wszystkim ludzie, którzy tworzyli jego wielkość – zaznaczył Marcin Zajączkowski, przewodniczący Rady Miejskiej.

– Nie miałam możliwości poznać dr. Iwanowskiego, jednak w lekarskim, i nie tylko tym, środowisku Ciechocinka pamięć o doktorze pozostaje żywa – mówiła Izabela Kowacka, naczelny lekarz uzdrowiska. – Ci, którzy go znali, pamiętają go jako wspaniałego organizatora, doskonałego naukowca, a przede wszystkim oddanego pacjentom lekarza. To wspaniałe, że przez tę tablicę możemy oddać hołd nieprzeciętnemu lekarzowi – podkreślała.

Na koniec uroczystości z koncertem wystąpiła młodzież z pracowni Sławka Małeckiego przy Miejskim Centrum Kultury.


Rozmowa z

Małgorzatą Iwanowską-Ludwińską,

córką dr. Wacława Iwanowskiego.

Widać pani ogromne wzruszenie. To wydarzenie, na które pani czekała?

– Tak, zwłaszcza że na dzisiejszy dzień zanosiło się od bardzo dawna. Jeszcze pan Skorwider chciał zorganizować taką uroczystość i uświetnić pamięć mojego tatusia taką tablicą. Niestety jakoś wtedy się to nie udało, a teraz Marian Gawinecki dokończył dzieła i rzeczywiście, wszystko to przerosło najśmielsze oczekiwania. Te tłumy znajomych, wszystkie twarze rozpoznaję sprzed lat, strona oficjalna, księża, to wszystko mnie przerasta.

Dla młodszego pokolenia to lekarz, naukowiec, powstaniec. Kim dr Iwanowski był dla pani?

– Pełnym poczucia humoru, szalenie dobrym ojcem, który z każdej sytuacji potrafił znaleźć dobre wyjście. I z każdej opresji wychodził obronną ręką. To była najważniejsza lekcja życia dla mnie, żeby się nie poddawać. I to przesłanie chcę przekazać również czytelnikom „Zdroju”. Żeby się nie poddawać, że będzie dobrze.


Wspomnienie o dr. Wacławie Iwanowskim

jego córki, Małgorzaty Iwanowskiej-Ludwińskiej.

Dr med. Wacław Iwanowski (1895-1975) jest postacią związaną całym sercem i życiorysem z Ciechocinkiem. Był wieloletnim lekarzem naczelnym uzdrowiska: najpierw w latach międzywojnia (1929-1939) i ponownie po wojennej przerwie, do roku 1952. Z kolei od 1952 do 1969 był dyrektorem Sanatorium Kolejowego, tworząc w połowie lat 60. jego nową jakość, realizację projektu nowych kompleksów leczniczych z basenem solankowym na terenie obiektu.

Jak pisze moja przyrodnia siostra, śp. red. Danuta Iwanowska w swej książce „Uzdrowisko Ciechocinek” (wyd. 1983) „energii i pracy doktora Iwanowskiego zawdzięcza Ciechocinek dynamiczny rozkwit w latach międzywojnia, a od lat 50. – wykreowanie modelu społecznego lecznictwa uzdrowiskowego, opartego na podstawach naukowych i uruchomienie w Ciechocinku pierwszego w Polsce Ośrodka Balneologii Klinicznej”.

Zapamiętałam dr. Wacława Iwanowskiego, mego kochanego Ojca, jako człowieka będącego istnym wulkanem pracy, oddanego pacjentom, leczącego też wielu ciechocinian. U jego boku moja Mama, dr med. Anna Iwanowska, stała się z młodziutkiej absolwentki Akademii Medycznej w Poznaniu znakomitą lekarką balneologiem, dyrektorem Sanatorium Zachęta, a później świetną lekarką „Grażyny” i Sanatorium Kolejowego, do roku 1968, kiedy nasza rodzina przeprowadziła się do Torunia.

Dzięki Ojcu poznałam w dzieciństwie wielu znakomitych mieszkańców Ciechocinka, którzy u nas bywali w Starym Dworku: proboszcza AK-owca księdza Opałkę, malarza Karola Kossaka oraz całą plejadę świetnych lekarzy uzdrowiskowych. Prowadziliśmy wówczas dom otwarty, serdeczny i gościnny, czemu sprzyjała atmosfera Starego Dworku, niezwykłego drewnianego domu ukrytego w dzikim winie. Miałam szczęście mieszkać do 9. roku życia w tym magicznym domu, będącym od XIX wieku siedzibą kolejnych lekarzy naczelnych kurortu.

Drugi okres naszego ciechocińskiego bytowania spędziliśmy w świeżo wówczas zbudowanym Sanatorium Kolejowym przy ulicy Zdrojowej, gdzie przyzwyczajony przez siebie samego do tytanicznej pracy Ojciec pracował co dnia do później nocy, a ja zapamiętałam z kolei ów nowy kompleks leczniczy jako istną krainę z baśni: przepiękne nowe gmachy o wielkich oknach weneckich, wnętrza zdobione barwnymi dywanami z Kowar, egzotyczną roślinnością i blaskiem licznych, ogromnych luster.

Na koniec wspomnę o najważniejszym: Ojciec mój był w czasie drugiej wojny światowej żołnierzem AK, czynnym uczestnikiem Powstania Warszawskiego i dowódcą plutonu w słynnej „Setce”, czyli Kompanii Sztabowej nr 100 płk. Radwana, za co otrzymał Krzyż Walecznych z Mieczami, przekazany mu od Rządu Londyńskiego RP przez specjalnego kuriera, już w powojennym Ciechocinku. Po udręce obozu pracy w Baldeney w Niemczech wybrał bowiem tuż po wojnie ponownie Polskę i powrócił do Ciechocinka, rezygnując z błyskotliwie rozpoczętej kariery medycznej na Zachodzie (był tam szefem sanitarnym PCK na całą zdemilitaryzowaną wówczas brytyjską strefę Niemiec).