Kochankowie Wisły, czyli jak wioślarze i wioślarki robili furorę w uzdrowisku

W dawnej prasie lokalnej można przeczytać wzmianki o wizytach wioślarzy w Ciechocinku. Było to ważne wydarzenie niejednego sezonu kuracyjnego.

W jednym z artykułów sprzed I wojny światowej zamieszczona jest fotografia wykonana w parku Zdrojowym. Można podziwiać na niej wysportowanych mężczyzn w mundurach. Siedzą przy stoliku i piją kefir w kiosku Klaudii Sigaliny. Przed I wojną światową dużym wydarzeniem były wycieczki z Warszawy czy z Płocka. Z tego drugiego miasta w 1901 roku odbył się pierwszy spływ turystyczny. Trasa wiodła do ostatniej miejscowości nad Wisłą w Imperium Rosyjskim, czyli do Ciechocinka. Aby płynąć dalej, trzeba było posiadać paszport, bo niedaleko na północy była granica Rosji z Cesarstwem Niemieckim, którą wytyczono po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku.

Stowarzyszenie wioślarzy

Kim byli owi wodniacy, wzbudzający na ulicach uzdrowiska niemałą sensację? Amatorzy „sportu łodziowego” pojawili się na Wiśle w latach 70. XIX wieku. Dopiero w 1882 roku udało im się zarejestrować stowarzyszenie: Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie. Co ciekawe, do zalegalizowania stowarzyszenia przyczynił się Bolesław Prus. Jedną z imprez urządzanych przez członków były słynne „wianki”. Paradzie łodzi towarzyszyły pokazy sztucznych ogni, żywe obrazy, iluminacja przystani. Starano się na różne sposoby przyciągnąć młodzież efektownymi widowiskami. Zabawę na wodzie, jaką było łowienie wianków, zilustrował w 1884 roku Józef Chełmoński.

W czasie zaborów nie było łatwo Polakom uzyskać pozwolenie na stowarzyszanie się. Represje po powstaniu styczniowym obejmowały różne obszary życia społecznego. Pomysł na spędzanie czasu w gronie miłośników sportu spodobał się i wkrótce powstały kolejne organizacje wioślarskie w Płocku, Krakowie, Włocławku, Kaliszu i Łomży. Na brzegu rzek pobudowano drewniane przystanie, miejsca organizowania imprez. Warto dodać, że towarzystwa propagowały różne sporty. Oprócz pływania łyżwiarstwo, a także kolarstwo, gimnastykę, kręgle i szermierkę. Każda forma aktywności wzmacniała wioślarza, który musiał pokonać fale. Nie brakowało rywalizacji. Organizowane był liczne regaty wioślarskie. Rozwijała się turystyka wodna, a celem wypraw były nadrzeczne miasta: Płock, Włocławek i Ciechocinek.

Wioślarstwo nie dla każdego

W ustawie WTW zaznaczone było, że członkami mogą być osoby wszelkich stanów, byle ukończyły 21 rok życia. Członkami nie mogły być: „osoby płci żeńskiej, osoby, których prawa wyrokiem sądu ograniczone zostały, osoby wykluczone z innych klubów i towarzystw”, nie mogli także należeć „wychowańcy zakładów naukowych, wojskowi niższych stopni i junkrowie, choćby pełnoletni”. Mimo zakazów kobiety pojawiały się na rzece i wiosłowały na czwórkach lub szóstkach ze sternikiem mężczyzną. Nie chciały być gorsze od mężczyzn i dążyły do tego, by posiadać własną organizację. Przyczyniła się do tego Helena Prawdzic-Kuczalska, znana przed laty w Ciechocinku.

Propagatorka ruchu fizycznego kobiet

Kuczalska przez wiele lat dzierżawiła pensjonat „Zachęta” reklamowany jako zakład z najlepszymi masażystami i masażystkami. Organizowała dla chorych dzieci ćwiczenia gimnastyki leczniczej, a dla zdrowych różne gry i zabawy. Angażowała się w życie społeczne uzdrowiska. Publikowała artykuły wspomnieniowe na łamach „Wiadomości Ciechocińskich”. To właśnie ona razem ze Stanisławą Hann i Zofią Olendzką zainicjowała w 1911 roku Warszawski Klub Wioślarek, którego statut zatwierdzono rok później. W pierwszych latach istnienia należało do klubu 175 kobiet. Członkinie posiadały własną przystań i lokal klubowy wyposażony nie tylko w dużą salę, lecz także bibliotekę z czytelnią i bufet. WKW stał się jedną z ważniejszych placówek życia sportowego Polek w Warszawie.

Warto dodać, że Kuczalska założyła również Towarzystwo Popierania Rozwoju Fizycznego Kobiet i Dzieci, współtworzyła żeńskie gniazdo „Sokoła” – Towarzystwo Gimnastyczne „Grażyna”. Ponadto pisała i tłumaczyła artykuły z dziedziny wychowania fizycznego kobiet publikowane na łamach m. in.: „Ruchu”, „Zdrowia”, „Bluszczu”. Reprezentowała Polki na kongresach wychowania fizycznego w Europie. Wspomnijmy, że w tym roku 30 kwietnia minęła 90. rocznica śmierci tej niezwykłej kobiety.

Druhowie

Zasługi wioślarzy były znaczące. Oprócz ożywienia życia towarzyskiego organizowano życie kulturalne. Na wytyczonych przy przystaniach kąpieliskach można było nauczyć się pływać. Wiosłowanie miało nie tylko sportowy, ale także turystyczny charakter. Nic więc dziwnego, że na przykład Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie cieszyło się popularnością i bywało, że liczyło około tysiąca członków. Zwracali się do siebie „druhu”, czyli „przyjacielu”, co przejęli potem harcerze. Wodniacy mieli znaczny wkład w wychowanie patriotyczne Polaków w trudnych czasach zaborów. Kultywowali polską tradycję.

W wolnej Polsce

Pływanie po rzece było popularne również w wolnej Polsce. Kajakarzami byli Czesław Miłosz, Paweł Jasienica, Melchior Wańkowicz, o czym można przeczytać w ich biografiach. O swoich „prywatnych vistuliadach” w latach 80. XX w. i w XXI wieku reporter Wojciech Giełżyński napisał dwie książki. Plonem wypraw po rzece, jakie odbył kilka lat temu Marek Kamiński, jest przewodnik „Wisła. 1047 tajemnic”.

W ostatnich dziesięcioleciach popularne stały się spływy organizowane na wielu rzekach. Któż z uczniów ciechocińskiego LO nie pamięta słynnych spływów kajakowych organizowanych latem Brdą czy Wdą? Śmiałkowie pływali po kapryśnej Wiśle. Jak się okazuje, kochanków (tak nazwano w międzywojniu członków WTW w jednym z artykułów), a i kochanek królowej polskich rzek nie brakowało w naszych dziejach. Ostatnia impreza zorganizowana w sierpniu – Festiwal Wisły – udowodniła, że ciągle ich przybywa.

Aldona Nocna