Turnus mija, a ja… [RECENZJA KSIĄŻKI]

…niczyja lub niczyj – odpowie ktoś, kto jest bywalcem/bywalczynią kurortów. A przecież można na pewno, jak mówią i piszą, znaleźć swoją drugą połówkę właśnie pod tężniami. Nie jest to żadna nowość. Już w XIX wieku, jak pisano, tylko niewielka część przyjezdnych była zaprawdę chora i wymagała leczenia. Znaczna część przyjeżdżała do wód w celu matrymonialnym lub towarzyskim.

Główni bohaterowie niedawno wydanej książki „Turnus” Tadeusza Porębskiego nie przyjechali do Ciechocinka w celu znalezienia partnera życiowego/partnerki życiowej, a jednak jest coś w naszym nizinnym klimacie coś specjalnego, skoro znaleźli wielką miłość.

Krystyna i Krzysztof spotykają się podczas jednego z turnusów. On po trudnych przejściach w nieudanym małżeństwie, ona „miała pecha do facetów”. Rodzi się miłość, przed którą nie da się uciec. Scenerią rozwoju uczucia jest Ciechocinek, ten specyficzny, mało znany przeciętnemu mieszkańcowi. To świat kawiarni i restauracji, dancingów i fajfów („sól każdego polskiego uzdrowiska!”), pensjonatów i sanatoriów, deptaka i alejek parkowych. Pojawia się Wiedeńska, Zdrojowa, Bristol, pensjonat Pod Jemiołą, Dom Zdrojowy, a nawet kościół.

Porębski opisuje bywalców uzdrowiska, znanych z parkietów. Wspomina barwną postać pani Grażyny: „emerytowanej pedagog, kobiety wyzwolonej, prezentującej stroje, jak na Ciechocinek, niekonwencjonalne”, a także niezbyt sympatycznego właściciela jednej z restauracji czy pewne męskie grono, spotykające się towarzysko przy stoliku w kawiarni. Jak się okazuje, każdy kto mieszka w Ciechocinku lub tutaj przyjeżdża, może stać się inspiracją dla pisarza i trafić na karty książki.

Czytelnika porusza już jedno z pierwszych wydarzeń – zabawna scena zdejmowania obrączki przez podrywacza Sylwka w pociągu podążającym do Aleksandrowa Kujawskiego. Ten weteran dzieli się wiedzą, że „w sanatorium najważniejsza jest przełożona pielęgniarek. Ona i lekarze trzymają w rękach wszystkie sznurki”. Coś o tym wiem…

Porębski opisuje atrakcje uzdrowiska, niektóre z nich ilustrują dziełko. Dowiemy się też z niego, dlaczego lepiej jest Pod Jemiołą niż w ogródku w Cafe Zdrojowa. Zrozumiemy fenomen Ciechocinka, czytając słowa Redaktora – jednego z bohaterów: „Ten, kto bredzi o bajzlu, zapomina, że wielu ludzi zaznało w uzdrowisku prawdziwego szczęścia, często po raz pierwszy w życiu”.

Tadeusz Porębski napisał lekki harlekin. Są w nim ciekawe obserwacje życia kuracjuszy. Do przeczytania w jeden dzień weekendu lub w jeden dzień turnusu, pod warunkiem, że nie idzie się na fajf.

Aldona Nocna


Tadeusz Porębski, Turnus, Warszawska Grupa Wydawnicza, stron 178.