Pożegnanie ze „Świerszczami”. „Praca z dziećmi to dla mnie tlen”

Po piętnastu latach działalności Zespół Tańca i Piosenki „Świerszcze” prowadzony przez Włodzimierza Słodowicza kończy działalność.

Włodzimierz Słodowicz przez 30 lat był nauczycielem w ciechocińskiej „Jedynce” i instruktorem ZHP, prowadził kółko taneczne, chór i orkiestrę.

– Organizowałem zloty, złazy, obozy i alerty… Jednym słowem: byłem osobą niezwykle aktywną, ciągle podejmującą jakieś wyzwania. I nagle to wszystko się skończyło, odszedłem na emeryturę. Nie było mi łatwo odnaleźć się w tej nowej dla mnie sytuacji – opowiada.

Jak mówi, długo szukał „swojego miejsca na ziemi”. W rezultacie nie tyle je znalazł, co stworzył. Zaczęło się od spaceru z 7-letnim wnukiem i wizycie na placu zabaw przy jednym z ośrodków. Z którego obaj zostali wyproszeni. – Wtedy nie było w okolicy ogólnodostępnego placu zabaw. Nie było gdzie iść, nie było co robić. Więc stwierdziliśmy, że trzeba założyć zespół – mówi Słodowicz.

Nazwa „Świerszcze” nawiązywała do działającego wcześniej zespołu harcerskiego. Od początku projekt związany był z Miejskim Centrum Kultury. W skład zespołu weszły weszły dzieci z ciechocińskich przedszkoli i młodszych klas szkoły podstawowej, wspomagali je dorośli, przyjaciele Słodowicza.

– W takiej grupie występowaliśmy na scenie Teatru Letniego, a także w niektórych sanatoriach. Graliśmy kilka cyklicznych koncertów rocznie: śpiewaliśmy kolędy w okresie Bożego Narodzenia, uroczystym koncertem czciliśmy Dzień Matki i Dzień Ojca, opiewaliśmy piękno jesieni – opowiada Słodowicz. Wspomina też liczne sukcesy odniesione przez jego wychowanków. – Podczas przeglądu piosenki ludowej w Raciążku „Świerszcze” zawsze zajmowały co najmniej pierwsze miejsce, czasem nawet zdobywaliśmy Grand Prix. Nikt nas nie pokonał! – podkreśla.

Co grały (i tańczyły) „Świerszcze?”. – Opierałem się na muzyce, twórczości naszej, ludowej i klasycznej. To były inspiracje mojego życia. U mnie nie było skakania, hiphopu, tego jeszcze wówczas nie było – opowiada Słodowicz.

– Dziękuję wszystkim, którzy przez te piętnaście lat ze mną pracowali i wspomagali mnie w przedsięwzięciu. Dziękuję wszystkim dzieciom, które dołączyły do zespołu, tym, które tylko tańczyły i tym, które występowały solo, tańcząc, śpiewając, recytując i grając na fortepianie. Chylę czoła przed rodzicami tych dzieci, bo bez ich pomocy nie wyobrażam sobie powodzenia naszych koncertów. Dziękuję występującym wraz z dziećmi dorosłym przyjaciołom „Świerszczy”. Dziękuję wszystkim, którzy bezinteresownie pomagali mi zorganizować koncerty, zapewniając miejsce, dekoracje, dbając o właściwe oświetlenie i nagłośnienie sceny – mówi Słodowicz. I dodaje: – Dla mnie praca z dziećmi to tlen, powietrze. To, że ja żyję, to ich zasługa.

red., współpraca: Klara Drobniewska