Awantura o wodę. Po decyzji Sanepidu nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej

Sanepid wydał decyzję o zamknięciu wodociągów w Ciechocinku. I choć szybko ją cofnął, sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje.

W czwartek 30 listopada Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny przesłał do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Ciechocinku nakaz unieruchomienia wodociągu z powodu braku przydatności wody do spożycia. Wszystko przez obecność w dwóch próbkach bakterii z grupy coli.

Burmistrz odciął ujęcie wody w Siarzewie, pozostawiając otwartym ujęcie w Kuczku, dla którego dysponował wykonanymi 27 listopada badaniami, w myśl których woda spełniała wszelkie normy.

Już w piątek w Sanepidzie usłyszeliśmy jednak, że nakaz zostanie odwołany. – Wczoraj pobraliśmy próbki wody w rozszerzonej części miasta, także ze stacji ujęć, wyniki są w porządku – powiedziała nam pracownica stacji. Jak tłumaczyła, niejednoznaczne wyniki (jedna zła próbka na trzy) utrudniły ocenę sytuacji, wymusiły jednak, zgodnie z procedurą, nakaz wstrzymania dostaw wody. Zdaniem naszej rozmówczyni wyniki mogą sugerować, że do zanieczyszczenia wody doszło już w sieci wewnętrznej. – Decyzję o unieruchomieniu sieci wydaliśmy trochę na wyrost, ale taką mamy procedurę. Panika jest niepotrzebna, jednak gdyby dzisiejsze wyniki się powtórzyły, nasze działania miałyby uzasadnienie – dodała. Jeszcze w piątek do MPWiK trafiło pismo, w którym Sanepid potwierdzał zdatność wody do picia.

Do badania z 28 listopada wodę pobrano w Przedszkolu Samorządowym nr 2 przy ul. Wierzbowej, Szkole Podstawowej nr 1 przy ul. Kopernika i oczyszczalni ścieków przy ulicy Sportowej. Tylko w tym pierwszym negatywne wyniki miały się potwierdzić. Do przedszkola dostarczono wodę butelkowaną i jednorazowe naczynia. – Paniki w przedszkolu nie było żadnej, zatruć żadnych nie było. Wszystkie kroki jeśli chodzi o bezpieczeństwo zostały podjęte – mówiła później Iwona Rutecka, dyrektor placówki.

Ciechocińskie MPWiK już w czwartek podważało decyzję Sanepidu, wskazując że próbki wody pobierano z wewnętrznej instalacji w budynkach, na którą dostawca nie ma wpływu (jak się później okazało, nie zainstalowano kranów umożliwiających pobór wody prosto z sieci). „Taki sposób poboru próbek absolutnie nie świadczy o złej jakości wody w sieci wodociągowej eksploatowanej przez nasze przedsiębiorstwo” – napisał Piotr Zabłocki, kierownik techniczny w MPWiK. Jak wskazał, oddalenie punktu poboru od wodomierza powoduje pogorszenie jakości wody ze względu na złą jakość rur i zwiększoną temperaturę wody. Dodał, że nie pobrano próbek w źródłach dostawy, czyli w Siarzewie i Kuczku, a badania przeprowadzone tam przez spółkę wodociągową nie wykazały nieprawidłowych parametrów. Po otrzymaniu informacji o nieprawidłowych wynikach próbek „spółka niezwłocznie przystąpiła do chlorowania sieci oraz jej płukania”.

Zaniepokojeni docierającymi do nich pogłoskami o złym stanie wody radni spotkali się 4 grudnia na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej. Rajcy zgłaszający wniosek w tej sprawie zwracali uwagę przede wszystkim na to, iż początkowo mieszkańcy nie zostali poinformowani o całej sprawie inaczej, niż za pośrednictwem BIP MPWiK.

Burmistrz Leszek Dzierżewicz relacjonował radnym wydarzenia z 30 listopada. Przypomniał, że MPWiK dysponowało badaniami ujęcia w Kuczku (obsługiwanego przez Algawę) wykonanymi przez laboratorium w Grudziądzu. – To badanie zostało przeprowadzone 27 listopada, a więc trzy dni przed wydaniem decyzji przez inspektora sanitarnego. Moje stanowisko był jednoznaczne: jeśli jesteśmy w posiadaniu dokumentu oceniającego jakość wody jako niebudzącą jakichkolwiek zastrzeżeń, nie było podstaw do tego, by odciąć ujęcie wody Kuczek – mówił burmistrz. – Wobec powyższego zwróciłem się z zapytaniem, jak wygląda sprawa badań jakości wody z ujęcia Siarzewo. Tam badanie wykonano 7 listopada, było więc odległe i wydałem polecenie, by natychmiastowo odciąć zasilanie Ciechocinka z tego źródła. Równolegle ciechocińskie wodociągi podjęły działania związane z odcięciem dopływu wody do obu placówek oświatowych, gdzie stwierdzono obecność bakterii. Podjęto też działania związane z płukaniem sieci z Siarzewa – dodał. Jak podkreślił, powtórne badania wykonane przez laboratorium Sanepidu w piątek 1 grudnia wykazały zdatność wody do picia.

– Nie było żadnych podstaw, by powodować nerwowość, paraliż. Nie mówię o zamykaniu magistrali z ujęcia Kuczek, ale o tym, żeby niepokoić kilkanaście tysięcy osób faktem, że w wewnętrznej instalacji jednej czy drugiej placówki stwierdzono obecność bakterii grupy coli – dodał burmistrz.

– Pan burmistrz bardzo dobrze zareagował na pismo: tak należało zrobić – stwierdziła obecna na sesji Ewa Jankowska, dyrektor Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Aleksandrowie Kujawskim. – Były dwa ujęcia, jedno z wodą dobrą, drugie ze złą. Przecież nie możemy łopatologicznie napisać, gdzie zakręcić kurek, a gdzie nie – dodała.

Radni wskazywali jednak przede wszystkim na kwestie komunikacji z mieszkańcami. – Sprawa zaczęła żyć własnym życiem, po mieście krążyli ludzie z baniaczkami z wodą – mówił Paweł Kanaś. – Co stało na przeszkodzie, by poinformować, że woda jest dobra i żeby ludzie nie biegali z tymi baniaczkami? – dodał.

– Działania jakie podjął burmistrz z panią prezes MPWiK są na tyle skuteczne, że nie mamy problemów zdrowotnych. Ale na przyszłość chciałabym się dowiedzieć, że taki problem jest – mówiła Izabela Kowacka, randa i Naczelny Lekarz Uzdrowisk. – Proszę pomyśleć, jak ucierpiałby nasz wizerunek, gdyby w sanatoriach zachorowały dziesiątki pacjentów – dodała.

Tomasz Dziarski podkreślał, że decyzja Sanepidu nakazywała poinformować mieszkańców o wynikach badań i zakazie spożycia wody. – Po to mamy system powiadamiania SMS, po to mamy stronę BIP, by takie informacje ludziom przekazywać. To nie zostało zrealizowane – mówił. – Jeśli miałbym na szali wizerunek miasta i zdrowie mieszkańców, dla mnie zawsze będzie ważniejsze zdrowie mieszkańców – dodał.

– Niepokój budziła duża ilość chloru w wodzie. I należałaby się informacja, z jakiego powodu było tyle chloru. To by uspokoiło ludzi – mówiła Anna Michalska.

– Do dziś jakość, zapach, smak wody w Ciechocinku nie sprzyja jej spożywaniu. Ludzie czytają decyzję, odkręcają kran i czują podchloryn sodu. Instynkt samozachowawczy nakazuje, żeby nie pić tej wody. Nie stanęliście na wysokości zadania jeśli chodzi o politykę informacyjną – wskazywał Marcin Strych.

– Gdybym dzisiaj znalazł się w takiej sytuacji, postąpiłbym identycznie – podkreślał burmistrz. – Mieszkańców w tym momencie nie należało informować, bo o czym? Macie tyle szczęścia, że macie drugi wodociąg i woda była dobra – dodała Ewa Jankowska.

Dlaczego w próbkach z wodociągu pojawiły się bakterie wskaźnikowe? Ewa Jankowska wskazywała, że magistrala nie jest idealnie szczelna, a wyjątkowo wilgotny rok sprzyjał przedostawaniu się do niego drobnoustrojów. Stara sieć wodociągowa w niektórych budynkach i niski pobór wody także umożliwia bakteriom namnażanie się.