Janina Korolewicz-Waydowa. Debiut primadonny [ROK PRAW KOBIET]

Do Ciechocinka przyjeżdżało na wypoczynek i leczenie wielu artystów. Niektórzy z nich stawiali pierwsze kroki na scenach uzdrowiska. Jedną z takich postaci godnych przypomnienia jest światowej sławy sopranistka Janina Korolewicz-Waydowa, która bywała w Ciechocinku jako dziecko.

Sejm ustanowił rok 2018 Rokiem Praw Kobiet. Jest to okazja, by przypomnieć zasłużone nie tylko dla Ciechocinka panie. Te, które stąd pochodziły, te, które związały swoje życie zawodowe z uzdrowiskiem, pozostawiając po sobie trwały ślad, czy te, które o nim pisały.

We wspomnieniach „Sztuka i życie” opisała swoje pobyty pod tężniami. Zapamiętała Ciechocinek jako miasto pełne kwiatów. Jej ulubionym miejscem był park Zdrojowy. Nie przepadała za spędzaniem czasu między tężniami, które wydawały się jej „czarne, smutne i wiecznie płaczące kroplistymi łzami”. Dzieci plażowały wówczas na piaszczystym terenie między nimi. Autorka książki zapamiętała, że mieszkała z rodziną na kwaterze w pobliżu tężni. Dziesięcioletnia Janka Korolewicz po raz pierwszy wystąpiła publicznie w sali koncertowej w hotelu Müllera jako recytatorka. Deklamowała „Lalkę” Władysława Syrokomli i spotkała się z dużym entuzjazmem publiczności. Musiała bisować i popisała się jeszcze wygłoszeniem wierszy Teofila Lenartowicza. Odtąd została sezonową recytatorką i była ozdobą niejednego wieczoru artystycznego. Bawiła się również na organizowanych „kinderbalach”, a jej specjalnością był mazur i oberek.

To nie był jedyny debiut utalentowanej recytatorki. W wieku piętnastu lat zagrała też u boku ówczesnych aktorów dramatycznych: Aleksandry Lüdowej i Władysława Szymanowskiego. Zadebiutowała przypadkowo rolą subretki w jednoaktówce. Jak wspominała po latach: „Przedstawienie poszło gładko, publiczność bardzo serdecznie odniosła się do tego ryzykownego debiutu, a p. Lüdowa ucałowała mnie czule i dała swoją fotografię na pamiątkę”.

Dorosła Janina Korolewicz występowała już na największych estradach całego świata. Obdarzona pięknym sopranem kształciła głos najpierw w Warszawie pod kierunkiem Aleksandra Myszugi, a następnie we lwowskim konserwatorium u Walerego Wysockiego, solisty La Scali – największej wtedy sceny operowej świata. Stypendium ufundowała jej wybitna artystka Marcelina Kochańska.

Śpiewaczka debiutowała pod nazwiskiem panieńskim w 1894 r. partią Hanny ze „Strasznego dworu” Moniuszki. W tym samym roku ukończyła Konserwatorium we Lwowie. Początkowo występowała w Krakowie i we Lwowie. W 1897 r. śpiewała razem z Enrico Caruso na koncercie w Spale dla cara Mikołaja II z żoną.

W latach 1898-1902 była primadonną Opery Warszawskiej. Wystąpiła wówczas w kilku rolach, w tym w 500. przedstawieniu „Halki” Moniuszki. Śpiewała różnorodne partie z takimi śpiewakami, jak Adam Didur, Aleksander Bandrowski, Fiodor Szalapin czy wspomniany Enrico Caruso. Koncertowała też we Lwowie, Krakowie i Kijowie. Wszędzie podziwiano jej talent. Po wyjściu za mąż często wyjeżdżała za granicę na dłuższe występy. Śpiewała w Operze Berlińskiej, w Operze San Carlo w Lizbonie, w Bukareszcie, Królewskiej Operze w Madrycie. Głos sopranistki usłyszeli także melomani w Londynie, Odessie, Petersburgu, Wenecji i Sofii. W 1905 r. jej występ w Kijowie w roli Halki dał początek przedstawieniom w języku polskim po 40 latach przerwy. W operze „Faust” wystąpiła u boku Fiodora Szalapina. Wszędzie odnosiła sukcesy. W 1910 r. wyruszyła na tournée z zespołem Metropolitan Opera House po Stanach Zjednoczonych. Rok później ruszyła na podbój Australii. Była w zespole gwiazd zaangażowanych przez słynną Nellie Melbę. Jej pojawienie się na scenie elektryzowało publiczność, która nie żałowała pieniędzy na drogie bilety wstępu. Sale koncertowe były zapełnione po brzegi. Dodajmy, że sto lat temu artyści otoczeni byli niezwykłym kultem. Obdarowywano ich kosztownymi prezentami, nierzadko piękną biżuterią. Sama artystka podczas pobytu w Pradze zauważyła coś niezwykłego – nawet w małych sklepikach można było podziwiać zdjęcia artystów ustawione w witrynach.

Po powrocie do Europy sopranistka osiadła na dłużej we Lwowie, występując nadal na różnych scenach. Po wybuchu I wojny światowej zajęła się działalnością charytatywną, śpiewała na koncertach dobroczynnych w wielu miastach, pracowała też jako pielęgniarka w szpitalu wojskowym we Lwowie.

W 1917 r. została dyrektorem Opery Warszawskiej. Kierowała tą placówką dwa sezony. Było to coś niebywałego, wszak w ówczesnej Europie kobiety nie miały wielu praw, a prawa wyborcze Polki zyskały w 1918 roku, dość wcześnie w porównaniu z innymi krajami. Korolewicz-Waydowa objęła kierownictwo Teatru Wielkiego ponownie w latach 1934-36.

W 1924 r. zerwała z karierą śpiewaczki, choć czasem jeszcze koncertowała. Zajęła się działalnością społeczną i edukacyjną. Jej repertuar obejmował 70 partii operowych, wśród których były koloraturowe i dramatyczne. Śpiewała partię Rozyny w „Cyruliku sewilskim” Rossiniego, Brunhildy w „Pierścieniu Nibelunga” Wagnera czy Halki, bohaterki opery Moniuszki. W jej repertuarze można też znaleźć pieśni, oratoria i kantaty. Mówiono, że Korolewicz-Waydowa ma najpiękniejszy głos świata. Była wielokrotnie odznaczana. Otrzymała Złoty Krzyż Zasługi, a po II wojnie światowej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Zmarła w 1955 r. Spoczywa na Powązkach. Po śmierci ukazał się jej pamiętnik „Sztuka i życie”, wydany w 1958 roku.

Aldona Nocna