W pogoni za dobrym zdjęciem [FELIETON]

Wśród różnych dziedzin fotografii ważne miejsce w naszym życiu zajmuje dokumentowanie różnych uroczystości. Kto dziś nie fotografuje? Chyba tylko ten, kto zapomniał wziąć aparat, baterie, czy kartę pamięci. A od czego jest telefon? – pisze Wojciech Balczewski.

I tu zaczyna się koszmar wielu fotografów. Przecież muszę mieć ,,dobre” zdjęcie i niczym korespondent wojenny szarżuję na pole bitwy. W zależności od uroczystości mamy więcej lub mniej takich dokumentalistów. Sięgnijmy pamięcią do ważnych wydarzeń, którymi są śluby, chrzciny czy komunie. Bywa, że więcej jest fotografujących niż samych uczestników. Czy kiedy nie możemy śledzić uroczystości z powodu wszechobecnych „fotografów”, ważna chwila nie traci na wartości?

Pamiętam czasy, kiedy z uroczystości rodzinnych, branżowych czy państwowych klientowi dostarczało się kilka, a w porywach kilkanaście zdjęć. Do wyjątków należały fotoreportaże przekraczające 30 zdjęć. Dziś impreza bez 500-800 zdjęć nie wchodzi w rachubę. Co przemawia za taką ilością? Przecież to nie jest reportaż, tylko bełkot fotograficzny.

Dla wyjaśnienia odpowiedzmy sobie na pytanie, który plakat czy reklama przykuje moją uwagę: jedna czy towarzyszące jej dziesiątki innych, które tak naprawdę tylko nas rozpraszają. Moim celem jako dokumentalisty jest uchwycenie ODPOWIEDNIEGO momentu, a nie liczenie, że z tych kilkuset zdjęć coś się nam uda.

Na początku wspomniałem, że dziś fotografują wszyscy. Trafiają się tacy, dla których nie liczy się drugi człowiek, czyli uczestnik,widz czy wreszcie inny fotograf. Z braku miejsca i szacunku dla czytelnika nie wymieniam ,,pomysłowości” i zabiegów stosowanych przez ignorantów, ale jeden wart jest uwagi. Bywa, że jeszcze robię zdjęcia i zależy mi też na ciekawym ujęciu tematu. Ta potrzeba kieruje mnie czasami w miejsca, gdzie fotograf nie powinien przebywać, bo jest to teren dla np. aktorów przedstawienia. Jako fotograf mogę (za zgodą) znaleźć się tam przez chwilę i muszę znikać, a nie stawać się celebrytą. Nie wolno mi swoim zachowaniem odwracać uwagi od właściwej uroczystości. Nowe technologie bardzo ułatwiły nam tę pracę. Szanujmy widza i innego fotografa, który też chce wykonać zlecenie, a celebrujący fotografowie i filmowcy na planie tylko to utrudniają.

Czy to są tylko moje niezdrowe emocje? W Kodeksie Etyki i Praktyki Zawodowej Fotoreporterów czytamy, że fotoreporter ,,nie powinien przeszkadzać świadomie w pracy innym dziennikarzom, a tym bardziej swoimi działaniami z premedytacją ograniczać możliwości wykonywania zdjęć przez innych”, a także ,,powinien zachowywać się dyskretnie i skromnie w kontaktach z fotografowanymi osobami” i dalej ,,podnosić standardy etyczne obowiązujące w branży”.

Jan Kosidowski w swej książce „Zawód: fotoreporterzy” przytacza postawę legendy te profesji: „Leika była idealnym aparatem dla Cartier-Bresona. Mógł ją wprowadzać do akcji w ułamku sekundy, wejść z nią wszędzie, nie zwracając uwagi. Jest człowiekiem, który nigdy nie ingeruje, nie przeszkadza, nie wpadłoby mu do głowy poprosić kogoś o przesunięcie się, pozowanie, dodanie czy usunięcie jakiegoś przedmiotu z pola widzenia aparatu”. I dalej: ,,Ze swoją czarną Leiką przesuwał się ulicami wolno i bezszelestnie, robiąc zdjęcia wyłącznie z poziomu oka. Uważał, że inna perspektywa jest nienaturalna i dziwaczna”.

Są różne podejścia do etyki tego zawodu, ale zawsze opiera się on na poszanowaniu drugiego człowieka.


Wojciech Balczewski przez wiele lat zawodowo zajmował się fotografią, dziś prowadzi warsztaty fotograficzne w Miejskim Centrum Kultury w Ciechocinku. Pierwsza publiczna prezentacja jego prac miała miejsce w 1969 roku w witrynie byłego klubu „Iskra” w Toruniu. Współuczestniczył w tworzeniu Włocławskiego i Bałtyckiego Towarzystwa Fotograficznego. Uczestniczył w plenerach, wystawach zbiorowych i indywidualnych na terenie całego kraju. Posiada uprawnienia instruktora fotografii i filmu, mistrzowskie w zawodzie, jest członkiem rzeczywistym Fotoklubu RP z tytułem artysty fotografika.