Cel jest jeden: osiągnąć Formułę 1. Alex Karkosik, kierowca Formuły 3 z Ciechocinka

– Ledwie mówił, a potrafił jechać między słupkami co do centymetra. Nie myśleliśmy, że będzie z niego zawodnik. Postanowiliśmy jednak, że powinien trenować – mówi Mariusz Karkosik, ojciec Alexa Karkosika, kierowcy Formuły 3, o początkach swego syna w motorsporcie.

Rozmowa z

Alexem Karkosikiem, kierowcą Formuły 3

i Mariuszem Karkosikiem, jego ojcem i menedżerem.

Jak to się zaczęło?

Alex Karkosik: Kiedy miałem cztery lata, tata wrzucił mnie do gokarta, żeby zobaczyć, co zrobię. A ja bez żadnej nauki zacząłem jeździć, widać było mój talent.

Mariusz Karkosik: Ledwie mówił, a potrafił jechać między słupkami co do centymetra, włącznie z kontrolowaniem poślizgu. Byliśmy zaskoczeni, ale jeszcze nie myśleliśmy, że będzie z niego zawodnik. Postanowiliśmy jednak, że powinien trenować. Dla tak młodych kierowców nie było jeszcze w Polsce zawodów, jednak bydgoski zarząd PZMot zrobił ukłon i dopuścił Alexa do startu w wieku sześciu lat. Alex zrobił megasensację, ponieważ w deszczowych warunkach zdublował wszystkich, choć był najmłodszy w stawce. Kask miał większy od ramion.

Jak wygląda droga od niewielkich gokartów do bolidów?

AK: Zaczyna się od małych ram i silników, im jest się starszym, im wyżej chce się iść, tym mocniejszy sprzęt i większe prędkości. Każdy szczebel w tym sporcie polega na tym, że pojazdy są coraz szybsze i trzeba sobie z tym radzić. Bo wiadomo, że jeśli ktoś sobie nie poradził ze słabszym sprzętem, nie może myśleć o jeździe lepszym. A więc im wyżej, tym mocniejszy sprzęt i lepsi zawodnicy. Po kartingach przychodzą już bolidy. W motorsporcie wszyscy mówi, że najwięcej można się nauczyć na bolidzie. Gdyby ktoś z kartingu przeszedł do samochodów serii GT, nie zdobędzie tylu umiejętności.

Czego uczy bolid?

AK: Przede wszystkim jazdy na dużym torze, bo przeskok jest bardzo duży. Odczułem to ja i podejrzewam każdy zawodnik, bo z toru o długości jednego kilometra przerzucamy się na tory kilkukilometrowe przy nawet dwukrotne większej prędkości. Ze 140 wzrasta ona do, powiedzmy, 230 km/h.

MK: Między kartingiem a bolidami jest przepaść. Bolidy mają sporą masę, nad którą trzeba zapanować. Co więcej, bolid nie skręca jak samochód. Aby to zrobić, trzeba odpowiednio wejść w zakręt, utrzymać przyczepność. Nie można jechać i powiedzieć nagle: ok, skręcam. To tak nie działa.

AK: A każdy zakręt ma swoje komplikacje. Dlatego podczas testów przejeżdżamy trasę i patrzymy na komputery, co można poprawić.

Każdego toru trzeba się uczyć.

AK: Nawet bezproblemowe zakręty, które przejeżdżamy pełnym gazem, staramy się pokonywać z jak najmniejszym oporem, mieć jak najlepszy czas. W Formule 3 najszybciej jedziemy uślizgiem, czyli w sumie tracąc przyczepność.

MK: Kierowca traci przyczepność, ale ma taką prędkość, że do toru dociska go siła powietrza.

Czy pójście w kierunku bolidów było naturalne? Są przecież alternatywy, choćby rajdy terenowe.

AK: Kiedy zapyta pan młodego chłopaka, który interesuje się motorsportem, gdzie chciałby jeździć, w 99 procentach powie o Formule 1. Tam jeżdżą najlepsi kierowcy na świecie. Każdy chce tam iść.

MK: Często zawodnicy, którym nie udało się w bolidach, wybierają samochody, bo tam mogą jeszcze powalczyć, jest łatwiej.

Dlaczego rajdy terenowe są łatwiejsze?

AK: W rajdach jeździ się po lasach czy wydmach, jak się przesadzi, wjeżdża się w drzewo czy dziurę i jest po zawodach. Więc trzeba się hamować. A my jeździmy na torze, trenujemy, znamy granice i najmniejsze różnice robią ogromne znaczenie. Powiedzmy, że na jednym z zakrętów ktoś popełni błąd, który kosztuje go dwie czy trzy dziesiąte sekundy. To jak włączyć i od razu wyłączyć stoper. Na torze oznacza to cztery pozycje.

MK: Formuła 1 nazywana jest królową motorsportu, bo wymaga maksymalnej precyzji. W wyścigach jedzie się na maksa przy najmniejszej liczbie błędów, w rajdach terenowych jedzie się na 80 proc. możliwości, by mieć te 20 proc. buforu bezpieczeństwa. Bo dziura, bo kamień, na które trzeba zareagować. Dlatego Robert Kubica miał w rajdach problemy z utrzymaniem się na drodze, bo nie potrafił jechać z marginesem bezpieczeństwa. Jechał ponad limit, miał najlepsze czasy, ale często wypadał z trasy. Jechał na 100 proc.

Na którym torze jeździ ci się najlepiej?

AK: Bardzo lubię tor w Barcelonie. To jakby ktoś zrobił tor idealnie pod mój styl jazdy. Długie proste, ciasne zakręty, gdzie można coś zrobić. Fajny jest też to w Spa. Długie proste, można wyprzedzać, zawsze jest duża walka.

Gdzie jeszcze startowałeś?

AK: Estoril w Portugalii, Paul Ricard we Francji, Hugaroring na Węgrzech, Monza we Włoszech, Dubaj, Bahrajn… Za dużo tego, by wymieniać.

Kiedy ostatnio brałeś udział w zawodach?

AK: We wrześniu.

To cztery miesiące przerwy. Odczuwasz to na torze?

AK: Są dwa typy kierowców. Tacy, którzy mają bardzo dużo pieniędzy i bardzo dużo trenują…

MK: …czyli rzemieślnicy…

AK: …i tacy, którzy jeżdżą bardzo szybko, bo są bardzo utalentowani.

I ty jesteś tym drugim typem.

AK: Raczej tak. W jednym z wyścigów mimo długiej przerwy potrafiłem znaleźć się w pierwszej piątce.

MK: Tak jak w szkole. Jeden uczeń nauczy się czegoś w godzinę, a drugi musi poświęcić na to cały dzień.

Na czym polega trening kierowcy bolidu?

MK: Powtarzanie. Ciągłe powtarzanie okrążeń.

AK: To w aucie. Poza autem przygotowujemy się jak inni sportowcy. Wzmacniamy wydolność, siłę, które są niezbędne, by opanować pojazd i wyjść z tego bez kontuzji. Ćwiczymy mięśnie szyi podobnie jak w boksie.

MK: Jazda bolidem generuje ogromne obciążenia. Przeciętny człowiek, nawet wysportowany, po jednym okrążeniu ma dosyć.

AK: A kierowcy są do tego przyzwyczajeni.

Co decyduje o byciu dobrym kierowcą?

AK: Trzeba mieć czucie toru. Nie chodzi o refleks, bo da się go wytrenować. Coś, czego nie można wytrenować, to czucie auta i warunków na torze. Dlatego uważa się, że najlepsi kierowcy są najlepsi w deszczu. Kiedy trzeba kombinować, szukać najszybszej linii przejazdu. Wtedy widać wyczucie kierowcy.

Masz plany na przyszły rok?

AK: Cel jest jeden: osiągnąć Formułę 1. A co będzie po drodze, tego nie planuję.

MK: Tak naprawdę ogranicza nas budżet. Wyścigi Formuły 3 odbywają się na tych samych torach i w tym samym czasie co F1, ale w związku z tym koszty są większe. I pytanie, czy znajdą się sponsorzy. Jeśli nie będzie środków, wystąpmy w innej serii, np. F3 Azja. Będziemy rozmawiać z różnymi firmami. Liczymy na to, że dzięki Robertowi Kubicy popularność tego sportu wzrośnie na tyle, że ułatwi to Alexowi drogę. Tak jak Małysz przetarł szlak Stochowi. Nasz sport jest o wiele droższy, trudniej się przebić, ale walczymy.

Ilu jest w Polsce młodych, dobrze zapowiadających się kierowców w F3?

AK: Z Polski w bolidach jestem tylko ja.

MK: Kiedyś byli inni, ale doszli do pewnego etapu i zrezygnowali.

Treningi, godziny spędzone na torze, tęsknisz za życiem zwykłego nastolatka?

AK: Raczej nie. Myśl, że kiedyś mógłbym wrócić do zwykłego życia, wręcz przeraża.

Po sportowych przygodach, jeżdżeniu po całym świecie, pamiętasz jeszcze o Ciechocinku?

AK: Zawsze tęsknię za Ciechocinkiem i za domem, będąc tutaj mam chwilę spokoju, odpoczynku. Za każdym razem, gdy ktoś mi zadaje pytanie, gdzie chciałbym mieszkać, mówię że tu, w Ciechocinku. Jest tu wszystko, czego potrzeba na co dzień, nie ma zgiełku wielkiego miasta. Zbudowałbym sobie domek i tu mieszkał.


Alex Karkosik to jeden z najzdolniejszych kierowców wyścigowych młodego pokolenia. Miłością do motorsportu zaraził go tata – Mariusz, który przed laty brał udział w międzynarodowych wyścigach motocyklowych.

Karkosik jest najmłodszym Polakiem w historii F3 i najmłodszym, który stanął na podium w zawodach tej klasy. Aktualnie jest zawodnikiem prestiżowej, silnie obsadzonej serii Euroformula Open Championship, ma na swoim koncie pierwsze istotne sukcesy, w tym m.in. podium w klasyfikacji generalnej wyścigu na legendarnym brytyjskim torze Silverstone oraz podia w klasyfikacji debiutantów (Rookie). Startuje w barwach renomowanego, włoskiego teamu RP Motorsport, ubiegłorocznych mistrzów serii w klasyfikacji zespołowej.